"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 24-30 miesięcy - 24-30 meses. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 24-30 miesięcy - 24-30 meses. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 czerwca 2015

Obserwujemy wzrost fasoli

Magda ma 25 miesięcy
Gabiś ma 5 lat 1 miesiąc

Jak co roku, tak i tej wiosny (a właściwie na przedwiośniu, bo nasz kwiecień zbyt wiosenny nie był) zabraliśmy się za obserwacje wzrostu fasoli. To fasola z naszego ogródka, którą przechowywałam przez zimę w plastikowym pudełeczku. Niestety, razem z nią jakieś robactwo które wygryzło dziury w większości ziaren. My jednak do naszego eksperymentu wrzuciliśmy również te nadgryzione, by zobaczyć, czy w ogóle będą kiełkować. A więc najpierw wrzuciliśmy trochę kulek waty do słoiczków, potem każde dziecko wrzuciło do swojego słoika po kilka ziaren fasoli, całość lekko podlaliśmy i postawiliśmy na parapecie okiennym do codziennej obserwacji. Dodatkowo przygotowałam Gabisiowi kartę obserwacji, na której miał narysować cotygodniową fazę wzrostu fasoli.

Na początku fasola wyglądała tak (Gabiś sam podpisał swoją etykietkę):


Po tygodniu ruszyła fasola naszego przedszkolnego kolegi, u Gabisia dopiero się budziła, a u reszty jeszcze spała. Dopiero po 10 dniach widać było więcej zielonego. ;-)


Tutaj Gabisiowa fasola w przybliżeniu:


Po pełnych dwóch tygodniach Gabisiowa fasola wyglądała już porządnie, czyli tak:


Gabiś sumiennie starał się oddać każdą z faz wzrostu:


I podczas, gdy Gabiś dokumentował, Magda próbowała zrobić roślinkom zdjęcie. ;-) Próbowała, bo tak naprawdę ten aparat tylko odtwarza obrazki z tarczy. ;-)


Oto końcowy efekt tego doświadczenia:


Po jakimś czasie, z opóźnionym zapłonem, również w Magdusinowym słoiczku coś tam zaczęło kiełkować. Niestety, nie dopilnowaliśmy regularnego podlewania i nie udało się nam wysadzić gotowych roślinek do naszego ogródka, a szkoda, może mielibyśmy trochę fasolki szparagowej już w maju?

Dla zainteresowanych załączam arkusz obserwacji: Obserwacja fasoli

sobota, 11 kwietnia 2015

Trochę jogi dla maluchów

Magda ma 22 miesiące
Gabiś ma 3 lata 11 miesięcy

Nasza kanadyjska zima nie zachęca do długich spacerów czy innych innych codziennych aktywności na świeżym powietrzu, chociaż oczywiście człowiek wychodzi z domu no i niby przy tym trochę się rusza. W ramach dodatkowego ruchu w lutym mama dzieciom, czyli ja, postanowiła poćwiczyć trochę pilates, tak więc dwa razy w tygodniu, z matą pod pachą, opuszczałam dom wieczorową porą i dziadki zostawały pod opieką taty. I chyba im się spodobał pomysł ćwiczenia na macie, bo jak się okazało zaraz po pierwszym moim wyjściu, syn poprosił tatę o pokazanie mu jogi na youtube, tak więc po powrocie zastałam dzieci usilnie próbujące swoich sił w przeróżnych wymyślnych pozach. ;-) Przypomniało mi to o pięknych zdjęciach dziewczynki ćwiczącej jogę (do wydrukowania ze strony sew_liberated), które wydrukowałam już chyba z rok temu (ups). Teraz dorobiłam do nich jeszcze ramki z nazwami tych asan, na każdą nakleiłam odpowiednie zdjęcie i całość zalaminowałam, aby były trwalsze. Na koniec wszystkie karty włożyłam do pięknego żółtego koszyczka oraz zaprosiłam dzieci do ćwiczeń. Pokazałam im kartę, przeczytałam nazwę asany, pomogłam dziecku jako tako tą pozycję wykonać (do dokładności na tym etapie podchodzimy dość luźno), a następnie policzyć do 10. Gabiś oczywiście znakomicie sam poradził sobie z liczeniem, za to Magda liczyła "dwa tsy", ale jeśli ja razem z nią liczyłam do 10, to tyle też wytrwała w danej pozycji. :-)



Od tej pory oboje chętnie sami wyciągają matę, wyszukują sobie ciekawe pozycje i ćwiczą jogę. Magda mówi na nią "Jota". Czasami też gimnastykują się oboje na raz na tej samej macie. ;-) Sesje oczywiście nie są długie, najczęściej składają się wręcz tylko z dwóch czy trzech pozycji. W każdym razie tak Gabiś, jak i Magda, lubią powyginać ciałka, więc niech im to tylko na zdrowie wyjdzie! ;-)





Ramki do zdjęć z nazwami asan można pobrać tutaj:
Joga dla dzieci_karty do zdjęć z nazwami asan

Orginalne zdjęcia pochodzą od Meg z bloga sew_liberated.

wtorek, 20 stycznia 2015

Learning tower czyli nasza wersja montessoriańskiego stołeczka

Magda ma 21 miesięcy
Gabiś ma 4l10m-cy

Niedawna wzmianka na forum FB Montessori po polsku o tzw. Learning tower przypomniała mi, że gdzieś w czeluściach moich składów zdjęć mam jeszcze zdjęcia z powstawania naszego montessoriańskiego stołeczka... oraz zaczątek wpisu na ten temat sprzed półtora roku! Magda miała wtedy 6 miesięcy, więc jeszcze nie potrzebowała pomocy do wspinania się na poziom blatu kuchennego, ale Gabisiowi owszem przydało się krzesełko od razu. O, na przykład tutaj:


Na tak przygotowanym krzesełku stoi się stabilniej i trudniej z niego spaść, co akurat Gabisiowi raz na jakiś czas się zdarzało stojąc na taborecie w wersji podstawowej IKEA Bekväm. ;-) Ba, od czasu powyższego zdjęcia Gabisia na nowym stołeczku minęło półtorej roku i jak dotąd, ani Gabiś, ani Magda nie zaznali nagłej bliskiej styczności z kuchenną ceramiką. Nasze krzesełko funkcjonuje pod bardzo finezyjną nazwą "białego taboretu" bądź inną w stylu "białego krzesłka" (chociaż akurat biały kolor nie był Gabisiowi na rękę, wolał drewno, no cóż) i jest wielofunkcyjne: oprócz wchodzenia nań czy schodzenia zeń można tam również położyć brudne naczynia w drodze do zlewu (wersja dla moich przedszkolaków) lub i czyste, prosto ze zmywarki i które następnie przenoszone są na odpowiednie dla nich miejsce w kąciku kuchennym dzieci (to wersja dla wszystkich). A poza tym, można je używać w celach gimnastycznych, przy czym nawet mamie nagle puls się przyspiesza. ;-) Za to stołeczek ani drgnie!

Ok, to tyle z racji wstępu, teraz czas na dochodzenie, skąd ten pomysł? Na amerykańskich czy australijskich blogach widziałam podobne krzesła, tyle że większe no i droższe, więc nawet nie zawracałam sobie nimi głowy... aż nie natknęłam się na pomysł z innego blogu: Lucy recommends learning tower. Na wspomnianym forum znalazłam też ten link z Ikeahackers. Namówiłam więc męża do współpracy i tak oto wspólnymi siłami: mąż stolarka i ja malowanie, doszliśmy do powyższego efektu końcowego. Nasza wersja jest skromniejsza o kilka deseczek od zaproponowanych wyżej wersji DIY. Tutaj mam dwa zdjęcia z malowania:



Magdzie z początku stołeczek nie był do niczego potrzebny, ale już wkrótce, czyli dwa miesiące później, zaczął służyć jako podpórka do nauki wstawania...


lub jako gryzak :-P


...czy też do zabawy w "a ku ku" ;-)


...aby następnie służyć i do właściwego celu, jak tutaj (Magda ma 9 miesięcy):



A jeszcze moment później nawet sama przesuwała sobie stołeczek, by się dostać do miejsc dotąd niedostępnych. ;-) Tutaj Magda ma 10 miesięcy.


Teraz, czyli te półtora roku później, wchodzą nawet oboje naraz, chociaż przyznaję, że wtedy jest trochę ciasno... ;-) Tutaj wspólnie odmierzają składniki na nasze gwiazdkowe pierniczki:


Podsumowując, bardzo nam się przydaje nasza wersja montessoriańskiego stołeczka, a co też jest ważne, jego produkcja nie wyrwała dziury w kieszeni. Sam stołeczek jest cały czas w użyciu, więc wygląda już trochę mniej ciekawie, niż na początku. Chyba muszę się zastanowić nad jego przemalowaniem... ;-)

poniedziałek, 1 października 2012

Nasze domowe przedszkole w czerwcu 2012



Gabiś ma 27 miesięcy


Wiem, wiem, właśnie rozpoczynamy piękny miesiąc październik, więc o co chodzi z tym czerwcem? Otóż przez to, że było to w czerwcu, więc lato, wakacje i ogólne braki czasu na internet, nie miałam do tej pory możliwości, aby się podzielić z Wami tymi kilkoma zdjęciami z nowej odsłony naszego domowego przedszkola. Jako, że sama czerpię inspirację z pomysłów innych blogujących mam, między innymi na urządzenie mieszkania po montessoriańsku, chciałam i ja dać Wam możliwość zobaczenia, jak to u nas wygląda... ;-)

Tak jak wyżej już wspomniałam, na początku czerwca zmienił się kolosalnie wygląd naszego domowego przedszkola. Dlaczego? Po prostu, mając kilkoro dzieci właśnie przyzwyczających się do załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych w toalecie, stwierdziłam, że najlepiej będzie przeprowadzić wszystkie montessoriańskie rzeczy na poziom parterowy, czyli bliżej tej toalety. W ten sposób nie tracimy cennej energii oraz jeszcze cenniejszego czasu na niepotrzebne bieganie po schodach. Dodatkowym atutem nowego układu jest fakt, że dzieci mogą w każdej chwili wyjść na taras czy do ogrodu, a ja mogę jednocześnie obserwować je z okna oraz mieć na oku dzieci, które jednak zostały w domu. Ostatnie miesiące pokazały, że nowy układ naszego przedszkola był strzałem w dziesiątkę. ;-)

A oto kilka fotek z naszego domowego przedszkola w nowej odsłonie...



Po lewej stronie widać drzwi wejściowe, a raczej drzwi od małego przedsionka.
Na półkach rozstawiłam prace sensoryczne, matematyczne, przyrodnicze oraz geograficzne.
Na parapecie okna stoi kilka doniczek z roślinami oraz mały spryskiwacz z wodą.

Teraz przejdźmy się troszkę bardziej w prawo...
Jest tu kącik czytelniczy, mały stolik, półka z kilkoma zabawkami oraz kanapa do wygodnego czytania książek... ;-)
Na ścianie wiszą dwa meksykańskie "amates".

Zbliżenie na nasz kącik czytelniczy, w którym oprócz dużego koszyka z książkami znaleźć można między innymi koszyk z darami natury wraz z dwiema lupami do dokładnego przyglądnięcia się tym darom. ;-)

Teraz odejdźmy trochę w drugą stronę...
Na pierwszym planie znajduje się kącik językowy, a zaraz obok kącik praktycznego dnia, który można zobaczyć z bliska poniżej.
Oto nasz kącik praktycznego dnia, zmieniający się (prawie) co miesiąc, tutaj jest w odsłonie letniej.
Po lewej, na dalszym planie, widać nasz kalendarz, a obok drzwi prowadzące do sali na dole.
Na szafce stoi pudełko z kwiatkami na guziczki.

Nasz kalendarz na czerwiec. Kartki do kalendarz pochodzą od Counting coconuts,
przy czym ja drukuję tylko jeden zestaw na daną porę roku. Zdjęcia z opisem stanu pogody
pochodzą ze zbiorów Ogólnopolskiej wymiany materiałów Montessori zorganizowanej przez Czyżyka
  
I jeszcze kilka drobiazgów na konsoli stojącej naprzeciw drzwi głównych.
Na dole widać naszą kartonową kuchenkę, a na niej trochę kuchenych niezbędników. ;-)
Po lewej stoi koszyk z matami. 

Oto widok na nasze przedszkole od strony kuchni.
Przy drzwiach do przedsionka widać koszyki dzieci na ich ubrania wierzchnie oraz niebieski koszyk na buty/papcie.
Z przodu po obu bokach, trochę niewyraźnie, widać kontury czerwonych stolików oraz białych dziecięcych krzesełek rodem z IKEA.
   No i na sam koniec nasza mała toaleta... ;-)

Dzieciom jest łatwo dostać się tak do sedesu, jak i do umywalki, dzięki ikeowskim podnóżkom.
Obo sedesu stoi mały koszyk z książeczkami... ;-)
Jeśli szukacie montessoriańskich inspiracji, nie zapomnijcie zajrzeć do Deb z Living Montessori Now i jej Montessori Monday Link-Up!


sobota, 21 lipca 2012

Witaminki, witaminki...

Gabiś ma 28 miesięcy

...dla chłopczyka i dziewczynki.
Wszyscy mamy fajne minki,
bo zjadamy witaminki! :-)

Czy pamiętacie tą piosenkę? Jest ona ostatnio naszą ulubioną, a to za sprawą sezonu na jeżyny i maliny! Jeżyny sama zbierałam, ponieważ krzaki mieszczą się za warzywami, i dzieci szybko by te warzywa zadeptały. Jednak przy malinach dzieci mają spore pole do popisu! Moje przedszkolaki są zachwycone, gdy mówię: "Idziemy na maliny!" W tym roku nasze krzaki obrodziły nadzwyczajnie, więc frajdy przy zbieraniu jak i konsumowaniu jest co niemiara. 


Każdemu polecam posadzenie choćby jednego krzaka jerzyn czy malin w wysokiej donicy (powinna mieć conajmniej 50cm głębokości, do znalezienia w IKEA), nawet jeśli się ma do dyspozycji tylko balkon. Kilka lat temu właśnie tak zrobiłam, gdy mieszkałam w wynajętym mieszkaniu, i moje balkonowe maliny były równie piękne i soczyste. Jedynym warunkiem sine qua non jest duże nasłoneczniene, ponieważ im więcej słońca, tym więcej słodyczy w tych czerwonych pysznościach.


Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Jeżyny skończyły się dość szybko, ponieważ miałam tylko jeden krzak, chociaż już dość rozrośnięty, ale na szczęście zostało jeszcze sporo malin do zebrania... Czyli chyba już wiecie, co będziemy robić już w poniedziałkowe przedpołudnie? ;-)

wtorek, 12 czerwca 2012

Kto powiedział, że...

Gabiś ma 26 miesięcy

...faceci nie potrafią robić dwóch rzeczy na raz? Przecież to nieprawda! :-) Oto Gabiś dwa tygodnie temu, aka mały facecik, mieszający w garach i czeszący sobie włosy. Hmmm, dlaczego nikt mu nie powiedział, że mieszanie tych dwóch czynności jest trochę... niehigieniczne? :-P


Swoją drogą, nie ma takiej czynności kuchennej, którą mogłabym wykonać bez mojego smyka. No chyba, że młody biega po ogródku, więc wtedy kuchnia znów należy do mnie, ha!

piątek, 11 maja 2012

Na Dzień Matki: zakładki do książki - Para el Día de las Madres: unos marcadores de libro

Gabiś ma 26 miesięcy

W Meksyku Dzień Matki przypada na 10 maja, w Kanadzie ten dzień będzie obchodzony w nadchodzącą niedzielę 13 maja, a w Polsce dopiero 26. maja. Ot, co kraj, to inna data! Jednak my skorzystaliśmy z pierwszej okazji do świętowania rodzicielek i zrobiliśmy (hmmm, dzieci, nie ja! :-P) drobne upominki...


En México, el Día de las Madres se festeja el 10 de mayo, en Canadá el próximo domingo 13 de mayo y en Polonia el 26 de mayo! ¡Cada país lo festeja en otra fecha! Pero nosotros aprovechamos de la primera ocasión para celebrarlo y preparamos (o sea, los niños, ¡no yo! :-P) pequeños regalitos...


A jaki jest idealny prezent od dwulatka na Dzień Matki? Zakładka do książki! Pytacie pewnie, a dlaczego? Powód jest bardzo prosty: mamy takich maluchów zazwyczaj czytają różne książki czy poradniki dotyczące rozwoju ich potomstwa! ;-) Dodatko jest to prezent prawie w 100% wykonalny dla małych, jeszcze trochę nieporadnych rączek. Rączki te zazwyczaj bardzo chętnie zajmują się rysowaniem i naklejaniem nalepek, więc do dzieła!

Entonce, ¿cuál es el regalo ideal de un niño pequeño para el Día de la Madres? ¡Un marcador de libro! Seguramente se preguntan ¿pero por qué? La razón es muy simple: las mamás de los nenes tan chicos suelen leer varios libros o revistas relativos al desarollo de sus hijos. ;-) A parte, es un regalo que las pequeñas manos puedes casi al 100% preprar sin ayuda. Estas pequeñas manos suelen tratar con gusto los crayones o pegar pegatinas, así que ¡vamos al grano!


Co nam potrzebne?
  • gruby karton (np. z tylnej okładki bloku rysunkowego), z którego wycinamy formę przyszłej zakładki
  • dziurkacz, którym od razu robimy dziurkę na wstążkę
  • pisaki lub kredki świecowe (my mieliśmy oba gatunki ;-))
  • rozmaite nalepki, przy czym dobrze by było pamiętać o serduszku ;-)
  • kolorowe wstążki (nasze były dwóch rodzajów, dla urozmaicenia)

¿Qué se necesita?
  • un carón bien duro (p.ej. la última parte de un bloque para dibujar) de la cual de una vez cortamos la forma del marcador de libro
  • una perforadora, para hacer un hoyo para el listón
  • crayones y plumones (nosotros tuvimos ambos)
  • varias pegatinas, sin olvidar el corazón ;-)
  • unos listones coloreados de varios tipos, para variar

A oto zakładka wykonana przez mojego smyka. Najpierw poszły w ruch flamastry i kredki...

He aquí el marcador de libro hecho por mi peque. Primero se usaron los plumones y crayones...


Po nich przyszła kolej na wszelakie naklejki...

Después tocaron varias pegatinas...


A na sam koniec, przekładanie wstążki przez dziurkę, co było niemała wyczynem dla Gabisia...

Y al final, Gabi tuvo que pasar un listón por el hoyo, lo que fue un buen trabajo para él...


Trzeba przyznać, że każde dziecko ma inny styl pracy artystycznej, bo jedno sporo rysuje, drugie woli naklejki, a trzecie (czyli moje) tylko po trochę z każdego... Po prostu zakładka zakładce niepodobna! Jednak wszystkie mamy bardzo się ucieszyły z takiego prezentu, bo jak się nie cieszyć z takich kolorowych małych arcydzieł? :-)

Hay que añadir que cada niño tiene su propia técnica de trabajo artesanal, pues a uno le gustan los crayones, el otro prefiere las pegatinas, y el tercero (o sea, el mío) nomás un poquito de todo... Los marcadores de libros no se parecen de nada el uno al otro! Sin embargo, todas las mamás se alegraron un chorro por este regalo, pues como no, si todos son tan bonitos y coloridos? :-)


Niech żyją mamy! ;-)

¡Qué vivan las mamás! ;-)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Co jest najlepszą zabawką wszechczasów? Kijek! ;-)

Gabiś ma 25 miesięcy

Nie wierzycie? Gabiś na każdym spacerze zbiera kijki i kijaszki... a potem ląduje toto w naszym ogródku lub, jeśli mniejszych rozmiarów, w domowym koszyczku skrabów natury.


Podejrzewam, że nie tylko Gabiś ma takie upodobania, ale pewnie cała chmara innych dzieci również lubi bawić się kijkami. Wcale im się nie dziwię, bo taki kijek może być wszystkim: koniem, mieczem, różdżką czarownika, i wieloma innymi rzeczami, a nie tylko podpórką do pomidorów! ;-) Kilka lat temu kijek został nawet uznany przez amerykańskie Toy Hall of Fame za zabawkę wszechczasów! :-)

sobota, 21 kwietnia 2012

Wielkanocny owies nie tylko na Wielkanoc

Gabiś ma 24 miesiące

Wielkanoc zwiastuje wiosnę, a wiosna jest zielona, więc aby na stole było zielono, wysieliśmy owies. Jednak wysianie owsa czy innej zieleniny nie jest zadaniem zarezerwowanym li i jedynie na Wielkanoc, i może z powodzeniem być wykonane przez całą wiosnę, więc może komuś się jeszcze przyda opis naszego przedsięwzięcia. ;-)

Nasz projekt wykonaliśmy w Wielki Poniedzałek. Zanim jednak przystąpiliśmy do wysiania nasion, należało oczywiście przygotować odpowiednią doń doniczkę! Jako, że lubię dawać różnorodnym pojemnikom drugie życie, postanowiłam wykorzystać w roli doniczki kartony po sokach. Podstawa takiego kartonu jest rozmiaru 10cm na 10cm, więc wysokość zrobiłam również na 10cm. Wszystkie kartony pomalowałam ponadto dwukrotnie żółtą farbą akryliczną już dzień wcześniej, tak by dzieci od razu z rana mogły zabrać się do zadania numer 1, czyli do udekorowania doniczek naklejkami w zajączki i pisanki. Cieszę się, że udało mi się kupić do tego przedsięwzięcia naklejki fotograficzne, a dzięki temu w prawdziwych,  występujących w naturze kolorach.




Ciekawe, że każde z sześciorga dzieci naklejało obrazki w inny sposób. Jedna dziewczynka na przykład nlepiała naklejki tak blisko siebie, że praktycznie tworzyły małe piramidki, na każdej stronie doniczki po jednej. Inny chłopiec zdecydował zostawić jedną ściankę pustą, a jeszcze inny zużył podwójną ilość nalepek! ;-) Cóż, każdy artysta ma swój własny styl... :-)

Po ozdobieniu doniczek przyszła pora na wypełnienie ich ziemią i wysianie owsa. Przezornie włożyłam wszystkie składniki tej operacji do dużego kartonu, by ewentualnie wysypana ziemia tam w nim pozostała... Częściowo, ale tylko częściowo udało mi się zapobieć większym porządkom w kuchni. ;-)


Kolej na Gabisia: najpierw wypełnił 2/3 doniczki ziemią, potem wysypał na to ziarna (przy mojej pomocy), a następnie przykryła je znów ziemią i całość podlał.



Oto wszystkie sześć doniczek:


Jak wiadomo, owies szybko kiełkuje i jeszcze szybciej strzela w górę, więc w przeciągu niecałego tygodni mieliśmy już piękną zieloną łączkę. W niedzielę wielkanocną schowałam do niego jajko, które szybko zostało wykryte przez mojego smyka... ;-)





piątek, 20 kwietnia 2012

Zaklinamy słońce ukwieconą wywieszką na drzwi

Gabiś ma 25 miesięcy

Montrealska pogoda jest zmienna jak kapryśna balerina. Czy uwierzycie, że w poniedziałek mieliśmy około 30 stopni, a już we wtorek raptem połowę z tego? Wczoraj było znów około 20 stopni w plusie, a dzisiaj raptem 10 i zimny deszczyk.

Oto nasza prognoza pogody.

Drzewa i krzaki dopiero zacznynają się zielenić, a żokile i inne tulipany jeszcze się nie otorzyły. Coż więc można zrobić, by ten kwiecień był jednak trochę bardziej... ukwiecony? Oczywiście stworzyć kolorowe kwiaty z pudełka po jajkach i zrobić z nich kwiecistą łączkę! Zainspirowałam się przy tym wpisem u Kitchen counter chronicle.

A oto jak my się do tego zabraliśmy:

  • najpierw rozłożyłam tekturowe pudełko po jajkach na czynniki pierwsze, czy odcięłam wieczko i każda wytłoczkę osobno, by mieć ich łącznie tuzin
  • na każdej z czterech ścianek wytłoczki zrobiłam nacięcie, po czym tak powstałe płatki wygięłam lekko na zewnątrz
  • teraz każde z moich przedszkolaków dostało dwie wytłoczki do ręki oraz pędzelek i oczywiście farby w wiosennych kolorach


  • podczas, gdy dzieci w skupieniu (!) malowały wytłoczki, ja wzięłam się za pomalowanie drewnianej tabliczki zielonią farbą akrylową


  • następnie musiałam trochę poczekać, aż kwiatki obeschną...
  • za pomocą małego pistoletu na gorący klej przykleiłam kwiatki do deseczki, a następnie wypełniłam większość kielichów odrobiną kolorowej bibuły, również przyklejonej gorącym klejem
A tak wygląda nasze dzieło gotowe do powieszenia przy drzwiach wejściowych... oby przyniosło nam i Wam wiele ukwieconych i słonecznych dni! ;-)


Zajrzyjcie na blog Ewy, jeśli poszukujecie więcej ciekawych wiosennych inspiracji!