"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lepsze od telewizji - Mejor que la tele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lepsze od telewizji - Mejor que la tele. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2012

Koniecznie obejrzyj "Consuming children"



Być może już to widziałaś/widziałeś, jednak jeśli nie, to serdecznie zapraszam do obejrzenia poniższego reportażu. Wklejam linki do wszystkich siedmiu jego części:

Consuming Kids 1 z 7

Consuming Kids 2 z 7

Consuming Kids 3 z 7

Consuming Kids 4 z 7

Consuming Kids 5 z 7

Consuming Kids 6 z 7

Consuming Kids 7 z 7

Zatrważający jest fakt, że przed tak wszechstronnym atakiem reklamowców na najmłodszych pratycznie nie ma ucieczki! Jedyne, co w tej sytacji można zrobić, to izolować nasze maluchy przed nadmiernym wpływem mediów. Dlatego cieszę się, że mój syn nie ogląda telewizji częściej niż raz na kilka tygodnii ani nie ma gier komputerowych... Jedyne, co w domu może oglądać, to filmy na DVD czy dobranocki w TVPolonia lub krótkie filmiki animowane w telefonie taty. Tak samo nie kupujemy mu gadżetów czy ubranek Disneya, ani innych tak zwanych zabawek edukacyjnych. Raz dostał w prezencie minikomputerek firmy Vtech i czasami się nim zajmuje... w toalecie. Niech tak zostanie. Mam nadzieję, że uda nam się wychować go na osobę nie dającą się tak łatwo przekonać do bezmyślnej konsumpcji. Ech, nadzieja nadzieją, a czas pokaże swoje...

PS: Zdjęcie pochodzi ze strony PA Media Blog

środa, 18 stycznia 2012

Blogujące mamy, a sponsorowanie... problem etyki?

Nie wiem, jak Wy, ale u nas w domu częściej słuchamy radia niż oglądamy telewizję, w zasadzie codzienne wiadomości słuchamy w radio, rano do śniadania, a prawie nigdy nie oglądamy tych telewizyjnych (czasami ja jednak mój ulubiony Teleekspres w necie). A jeśli tutejsze radio, to najczęściej angielskojęzyczne CBC Radio lub francuskojęzyczne Radio Canada, w szczególności Espace musique.

Kilka dni temu słuchałam więc The Sunday Edition: Monetizing Mommy-hood. Mowa była o mamach, które pisząc blogi, zarabiają. A jak? Poprzez sponsorowanie przez różne firmy. Zaczęłam się więc zastanawiać, na ile to jest jeszcze w porządku, a kiedy jest to już przesadą, lub wręcz problemem (braku) etyki?

I żeby było jasne: Nie mam absolutnie nic przeciwko wystawianiu na sprzedaż własnych wyrobów blogujących mam, nawet wydaje mi się to jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę czas, wysiłek, a niekiedy dodatkowo oraz ich własny wkład pieniężny w np. designerskie obrazki do plików edukacyjnych. Takie chętnie sama bym kupiła, gdyby były po polsku. :-) Niektóre kreatywne mamy są również bardzo zaangażowane w przeróżne robótki ręczne i sprzedają śliczne rzeczy w internetowych sklepach typu etsy.com czy na ebay. Normalnym jest wtedy, że podadzą link do tych aukcji na swoim blogu. Widziałam również kilka blogujących mam, które napisały książki i umieściły banery do nich na blogach. To też jest jak najbardziej na miejscu, bo to ICH praca na ICH blogu. Natomiast drażni mnie widoczne na niektórych blogach (północnoamerykańskich) czasami aż nachalne wychwalanie specyficznych produktów, nie tylko Fisher Price ;-), wraz z podaniem linków do nich, lub wręcz co rusz kilkające reklamy z tenże bloga. Prawdę mówiąc, ja takie blogi najczęściej omijam. Internet jest tak wszechstronny i tyle wspaniałych mam opisuje swoje pomysły na życie, wychowanie progenitury czy na inne interesujące mnie tematy, że niechętnie zaglądam na sponsorowane blogi. I tylko się zastanawiam, czy wszystko w życiu trzeba przeliczać na pieniądze? Nie można pisać o czymkolwiek bez myśli zarobkowej? Czy każdy ma po prostu swoją cenę?

A Wy? Co o tym myślicie?

Audycję możecie znaleźć TUTAJ.

PS: Zdjęcie pochodzi ze strony CBC.

niedziela, 20 listopada 2011

Salon du livre de Montréal 2011 i Erich-Emmanuel Schmidt

Gabiś ma 20 miesięcy

Mój mąż zaprosił nas dzisiaj do Salon du livre de Montréal, czyli na targi książek francuskojęzycznych. Idąc tam, nie spodziewaliśmy się zastać taaaaakich tłumów! Długaśna kolejka po bilety wstępu wiła się jak węgorz, na szczęście równie sprawnie jak i ta ryba, a na salonach - bo jest ich kilka - musieliśmy co chwilkę sprawdzać, co robi nasz maluch mający tendencję do szybkiego znikania w tlumie. Jak się okazało, trzy godziny czasu, który tam spędziliśmy, nie wystarczyły na zobaczenie więcej niż jednej trzeciej całego Salonu! Od ilości i kategorii tytułów można dostać oczopląsu, przy czym dobrze jest mieć rękę na portfelu, szczególnie w moim przypadku, gdyż ja + książki = debet na koncie! Pozwoliłam sobie jednak przytachać do domu kilka tytułów, z czego dwie pozycje są dla mnie, obie z dedykacją od ich autorów.


Pierwszą powieścią jest "Le silence oscène des miroirs", której charyzmatyczny autor Daniel Castillo Durante sam mnie zaczepił, gdy zaciekawiona czytałam jej opis na plakacie przy stoisku. Muszę przyznać, że ucięliśmy sobie bardzo ciekawą pogawędkę o różnych wątkach jego powieści, Argentynie, Borgesie, Quebecku, imigracji, poliglotyźmie... Ufff, gdyby nie to, że wokół kilka osób czekało na niego, pewnie byśmy długo jeszcze tak rozmawiali, bo są to tematy bardzo mi bliskie i na które rzadko zdarza mi się rozmawiać. Jak by nie było, Daniel Castillo Durante zaciekawił mnie opisem swojej powieści na tyle, że nie mogę się doczekać, by się w nią zagłębić... ;-) Zostałam również poproszona, by mu wysłać recenzję, a jeśli powieść by mi się nie spodobała, to następną dostanę od niego w prezencie!

Drugą powieścią dla mnie jest "La femme au miroir", której autorem jest Eric Emmanuel Schmitt. I tutaj również zostałam mile zaskoczona, bo pomimo że czas dla publiczności już dawno się skończył, miły pan Schmitt poświęcił mi kilka chwil i dodatkowo zgodził się na zdjęcie.


Poza tymi pozycjami kupiłam dwie książki, które znam z biblioteki i które mogę z czystym sercem polecić każdej osobie władającej językiem Moliera i zainteresowanej metodą Montessori oraz rozwojem dziecki w wieku 1 do 3 lat. Są to 100 activités Montessori pour préparer mon enfant à lire et à écrire autorsta Marie-Hélène Place oraz 365 activités avec mon tout-petit autorstwa Nancy Wilson Hall et al.



Gabiś przednio się bawił co rusz wyciągając i przeglądając to jedną, to drugą książkę z regałów, przy czym jedną upodobał sobie na tyle, że postanowiliśmy mu ją sprezentować na Boże Narodzenie. No dobrze, w tym przypadku to nie tyle książka, co ten załączony do niej mały traktorek tak przykuł jego uwagę...


Jednak mój synek ma w sobie coś z (trochę nietypowego) mola książkowego... ;-)


Idąc na te targi nie sądziłam, że tak mile spędzimy tam czas. Już zarezerwowałam sobie cały dzień na powtórkę z rozrywki za rok! ;-)

poniedziałek, 31 października 2011

Z cyklu "Lepsze od telewizji" : ciężarówka przed domem sąsiadów - Del ciclo "Mejor que la tele": un camión delante la casa de los vecinos


Gabi był wniebowzięty, gdy go zauważył, bo wszelkie auta czy najróżniejsze ciężarówki wywołują u niego jeden wielki okrzyk "Wow", a gdy idziemy ulicą i jedzie autobus, to po jego salwie "wowowowowow-WOW!" pół ulicy się za nami ogląda z uśmiechem... ;-)

Gabi estuvo encantadísimo cuando lo vio, ya que todos los coches y varios tipos de camiones le provocan un gran "Wow", pero lo máximo es cuando nos paseamos por las calles y al lado pasa un autobús, pues Gabi no puede evitar un super-hiper-re-largo "wowowowowow-WOW!" de manera que los demás pasantes nos echan sonrisas... :-)