"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3 lata - 3 años. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3 lata - 3 años. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Learning tower czyli nasza wersja montessoriańskiego stołeczka

Magda ma 21 miesięcy
Gabiś ma 4l10m-cy

Niedawna wzmianka na forum FB Montessori po polsku o tzw. Learning tower przypomniała mi, że gdzieś w czeluściach moich składów zdjęć mam jeszcze zdjęcia z powstawania naszego montessoriańskiego stołeczka... oraz zaczątek wpisu na ten temat sprzed półtora roku! Magda miała wtedy 6 miesięcy, więc jeszcze nie potrzebowała pomocy do wspinania się na poziom blatu kuchennego, ale Gabisiowi owszem przydało się krzesełko od razu. O, na przykład tutaj:


Na tak przygotowanym krzesełku stoi się stabilniej i trudniej z niego spaść, co akurat Gabisiowi raz na jakiś czas się zdarzało stojąc na taborecie w wersji podstawowej IKEA Bekväm. ;-) Ba, od czasu powyższego zdjęcia Gabisia na nowym stołeczku minęło półtorej roku i jak dotąd, ani Gabiś, ani Magda nie zaznali nagłej bliskiej styczności z kuchenną ceramiką. Nasze krzesełko funkcjonuje pod bardzo finezyjną nazwą "białego taboretu" bądź inną w stylu "białego krzesłka" (chociaż akurat biały kolor nie był Gabisiowi na rękę, wolał drewno, no cóż) i jest wielofunkcyjne: oprócz wchodzenia nań czy schodzenia zeń można tam również położyć brudne naczynia w drodze do zlewu (wersja dla moich przedszkolaków) lub i czyste, prosto ze zmywarki i które następnie przenoszone są na odpowiednie dla nich miejsce w kąciku kuchennym dzieci (to wersja dla wszystkich). A poza tym, można je używać w celach gimnastycznych, przy czym nawet mamie nagle puls się przyspiesza. ;-) Za to stołeczek ani drgnie!

Ok, to tyle z racji wstępu, teraz czas na dochodzenie, skąd ten pomysł? Na amerykańskich czy australijskich blogach widziałam podobne krzesła, tyle że większe no i droższe, więc nawet nie zawracałam sobie nimi głowy... aż nie natknęłam się na pomysł z innego blogu: Lucy recommends learning tower. Na wspomnianym forum znalazłam też ten link z Ikeahackers. Namówiłam więc męża do współpracy i tak oto wspólnymi siłami: mąż stolarka i ja malowanie, doszliśmy do powyższego efektu końcowego. Nasza wersja jest skromniejsza o kilka deseczek od zaproponowanych wyżej wersji DIY. Tutaj mam dwa zdjęcia z malowania:



Magdzie z początku stołeczek nie był do niczego potrzebny, ale już wkrótce, czyli dwa miesiące później, zaczął służyć jako podpórka do nauki wstawania...


lub jako gryzak :-P


...czy też do zabawy w "a ku ku" ;-)


...aby następnie służyć i do właściwego celu, jak tutaj (Magda ma 9 miesięcy):



A jeszcze moment później nawet sama przesuwała sobie stołeczek, by się dostać do miejsc dotąd niedostępnych. ;-) Tutaj Magda ma 10 miesięcy.


Teraz, czyli te półtora roku później, wchodzą nawet oboje naraz, chociaż przyznaję, że wtedy jest trochę ciasno... ;-) Tutaj wspólnie odmierzają składniki na nasze gwiazdkowe pierniczki:


Podsumowując, bardzo nam się przydaje nasza wersja montessoriańskiego stołeczka, a co też jest ważne, jego produkcja nie wyrwała dziury w kieszeni. Sam stołeczek jest cały czas w użyciu, więc wygląda już trochę mniej ciekawie, niż na początku. Chyba muszę się zastanowić nad jego przemalowaniem... ;-)

niedziela, 22 grudnia 2013

Kalendarz adwentowy 2013

Gabiś ma 3l8m
Magda ma 8 miesięcy

Proszę mi wybaczyć, że dopiero teraz zamieszczam nasz kalendarz adwentowy, ale brakowało mi czasu na dokończenie postu...

Nie wiem, czy to kwestia wieku, ilości dzieci, rozpoczętej pracy w domowym przedszkolu, czy zimy, która zaczęła się w połowie listopada (po raptem 2 tygodniach jesieni, ha!), ale w tym roku jakoś nie nadążam za tymi wszystkimi zmianami... Ledwo co otworzyłam na nowo moje domowe przedszkole (chociaż w wersji light, bo dla tylko jednego malucha na początku), a tu już święta za pasem, a co za tym stoi, kalendarz adwentowy należy przygotować! Jednak w tym roku ze względu wszędobylską czworakującą (z tendencją inwazyjną) Magdę nie mogłam po prostu powielić pomysłu sprzed dwóch lat, bo młoda nie omieszkałaby mi powyrzucać na podłogę zawartości dolnych kieszonek organizatora. Przeczesałam więc internet w poszukiwaniu inspiracji, a to, co znalazłam trochę przekształciłam i powiesiłam gotowy kalendarz... trochę wyżej, czyli tuż pod sufitem. Ehm, chyba przy okazji ździebko za wysoko dla Gabisia, aby sam mógł poszukać i zdjąć odpowiedni dzień w tym kalendarzu, więc muszę mu pomóc, ale coś za coś, no i przy okazji mamy zmianę dekoracji na naszej gałęzi. ;-)


Do zrobienia kalendarza użyłam 24 rolek po papierze toaletowym, do każdej włożyłam karteczkę z zadaniem lub drobny upominek, a potem okleiłam papierem w świąteczny deseń, by za pomocą dwóch wstążeczek zrobić z całości "cukierek", nakleić na nim numerki od 1 do 24 (naklejki są niestety słabej jakości, bo się odklejają od tubki) i powiesić na gałęzi. Całość ozdobiłam kilkoma świerkowymi gałązkami i to wszystko!



Oto lista naszych zadań na ten adwent.
1. Kupujemy choinkę.
2. prezent: mały szklany bałwanek na choinkę
3. Robimy domową plastelinę: zółtą cynamonową i czerwoną korzenną
4. Pieczemy mufinki.
5. Mamy sesję zdjęciową i odwiedzamy sklep z zabawkami.
6. Piszemy list do św. Mikołaja.
7. Zabawa mikołajkowa w Centrum sportowym Gadbois.
8. Odwiedzamy świąteczny ryneczek w Langueuil.
9. Robimy ozdoby na choinkę: odciski dłoni w masie solnej.
10. Robimy ozdoby na choinkę: aniołki z papierowych talerzyków.
11. Prezent: naklejki z Myszką Miki.
12. Robimy i wysyłamy kartki świąteczne.
13. Malujemy drewniane ozdoby na choinkę.
14. Zabawa Mikołajkowa w Szkole Polskiej.
15. Spektakl Mikołajkowy w naszej bibliotece: "Le rhume du Père Noël ".
16. Robimy ozdoby na choinkę z masy solnej: dzień 1.: wycinanie i pieczenie.
17. Robimy ozdoby na choinkę: dzień 2.: malujemy i ozdabiamy.
18. Prezent: naklejki z bombkami.
19. Idziemy do Ogrodu botanicznego na wystawę świąteczną.
20. Prezent: chusteczki do nosa.
21. Prezent: naklejki z pociągiem Tomkiem i Angry Birds.
22. Prezent: komplet fartuszek, czapka i rękawica małego kucharza, hmmm... ciastkarza! :-D
23. Pieczemy ciasta i ciasteczka.
24. Niespodzianka! :-D

Prawdę mówiąc, nie codziennie zaglądaliśmy do naszego kalendarza, a czasami modyfikowaliśmy zadanie na dany dzień, jeśli np. z braku czasu nie moglibyśmy tego w ten właśnie dzień zrobić, robiliśmy zadanie w inny dzień. Niestety, czasami nie dało się przenieść danego zadania i tak np. nie poszliśmy na spektakl o św. Mikołaju, bo Magda powiedzmy nie za bardzo kooperowała (zęby!) i woleliśmy przejechać się metrem do podziemnych sklepów na świąteczne zakupy oraz pyszne lody, więc nie był to dzień stracony. Za rok z pewnością lepiej nam przyjdzie trzymać się świątecznego grafiku... ;-)  

piątek, 22 listopada 2013

Pierwszy jadalny obraz Magdy - La primera pintura comestible de Magda

Magda ma 8 miesięcy
Gabiś ma 3l8m

Wczoraj Magdusia skończyła 8 miesięcy! :-) Więc trzeba było to jakoś uczcić. A że Magda bardzo lubi zaglądać bratu przez ramię, ups, raczej pod ramię, gdy ten coś rysuje czy maluje, pomyślałam, że najlepiej byłoby dać jej samej farby i hulaj dusza! niech eksperymentuje... ;-) Musiały to być oczywiście farby jadalne, co by naszej małej nie zaszkodziły, bo znając ją, pewnie bez posmakowania by się nie obyło, a przepis prosty, by na pewno się udało. Poszperałam więc w internecie i znalazłam dwa przykłady jednego bardzo słodkiego przepisu: TUTAJ i TUTAJ. Oto składniki: puszka mleka skondensowanego oraz barwniki kuchenne w płynie. Prościej chyba już się nie da, prawda? Do zabawy zaprosiliśmy też kolegę Magdusi, Antosia, starszego od niej raptem o kilka dni. Maluszki rozebrałyśmy do pieluszek, by ułatwić późniejszą kąpiel. Do malowania wzięliśmy kartki kartonowe, które przymocowałam do krzesełek dzieci za pomocą taśmy malarskiej. Obrazy wyszły śliczne, błyszące, aż szkoda, że pewnie niezbyt trwałe, przez wysoką zawartość cukru w farbach.

¡Ayer Magda cumplió 8 meses! :-) Había que celebrarlo de alguna manera. Como a Magda le gusta mucho mirar por encima, ups, por debajo del brazo de su hermano cuando éste está pintando o coloreando algo, lo mejor me pareció darle a ella misma pinturas y ¡ándale! que experimente con ganas... ;-) Obviamente, tenían que ser comestibles para no hacerle daño, ya que conociéndola, no podrí pasarse sin probarlas. Y la receta deber+ia de ser simple, para que salga bien. Me puse a buscar en el internet y me topé con ejemplos de la misma receta:  AQUí y AQUí. He aquí los ingredientes: una lata de leche condensada y unas gotas de colorantes comestibles. Más simple ya no se puede, ¿no? También invitamos a jugar con las pituras a un amigo de Magda, Antos, que la lleva por tan sólo unos días. Los bebés se quedaron en los pañales, para facilitar luego la limpieza bajo la ducha. Para la pintura utilizamos cartulina que pegamos a las sillas altas con cinta de pintar. Las pinturas salieron preciosas, brillantes, qué pena que no van a durar mucho por el alto contenido de azúcar en la pintura.


Primero Gabi puso cuatro gotas de color en cada bol con leche condensada y lo mezcló.

Cada bebé recibió un chorrito de cada color, ¡y ya!
A principio, Magda estuvo un poco escéptica...

...pero un momento más tarde ya hizo lo que más le gusta hacer:
¡estudiar las pinturas por su boca!
:-)

Lo que le gustó un chorro, como se nota!

Antos, por su parte, ya conoce la duferencie entre la comida y la "no-comida"...
Así que Magda, después de haber comido sus pinturas, se fue a buscar su porción...
:-)

Por otro lado Gabi se puso a pintar, y a pintar, y a pintar... :-)

He aquí a dos de las obras de Gabi además de la Magda abajo a la derecha,
donde se ve la emprenta de su mano derecha.

Resztki farby podobno można użyć do pomalowania kruchych ciasteczek, przed ich pieczeniem. Ten pomysł wypróbujemy jutro... ;-)

Las sobras de la pintura supuestamente se pueden usar para pintar las galletitas, antes de hornearlas. Esta idéa vamos a comprobar mañana... ;-)


wtorek, 19 listopada 2013

Jesienna korona z malowanych liści - Una corona otoñal de hojas pintadas

Magda ma niecałe 8 miesięcy
Gabiś ma 3 lata 8 miesięcy

Jako, że nazbierało nam się suszonych liści, Gabiś zażyczył sobie je pomalować. Wyciągnęliśmy więc farby, a ja zaczęłam obmyślać, co by tu ciekawego zrobić z pomalowanych liści? I znalazłam ten oto pomysł: Leaf wreath, który trochę zmodyfikowaliśmy. Gabiś pomysł zaakceptował i ochoczo zabrał się najpierw za przyklejanie liści do korony z papierowego talerza, a zaraz potem do ich malowania. Kolory farb oczywiście też sam wybrał, ale nie pytajcie dlaczego czarny, bo nie wiem...

Como ya tuvimos un chorro de hojas secas, Gabi se inventó pintarlas. Enconces sacamos las pinturas, y yo me puse a pensar ¿qué cosa interesante se podría hacer con hojas pintadas? Así que busqué y encontré esta idéa: Leaf wreath. Gabi la aceptó y se puseo con ganas a pegar primero las hojas a la corona hecha de un plato de papel, para justo después pintarlas. Obviamente el mismo escogió los colores de pintura pero no pregunten por qué también negro, porque no sé... 


Zaczynamy od nałożenia kleju (brokatowego, bo akurat taki miałam pod ręką)...
Empezamos con el pegamento...

...malujemy, malujemy...
...para luego seguir con la pintura...

Oto efekt końcowy, po powieszenia na drzwi na przykład lub na ścianę (w naszym przypadku)
Y así se ve el efecto final! Para colgar en la puerta o en la pared (en nuestro caso).

wtorek, 12 listopada 2013

Halloween 2013

Magda ma 7 miesięcy
Gabiś ma 3,5 lat

Nasze tegoroczne Halloween było trochę "recycklingowe", przede wszystkim ze względu na fatalną pogodę, gdy nie do końca wiedzieliśmy, czy uda nam się wyściubić nosy z ciepłego domku, no i również dlatego, że ubiegłoroczny kostium Gabisia był wtedy dla niego za duży, a Pociąg Tomek to do tej pory jedna z jego ulubionych postaci z kreskówek, więc chętnie założył go jeszcze raz. Natomiast Magda założyła na ten wieczór dawny strój dynii swojego starszego brata... i bardzo jej było w nim do twarzy! :-)

Ale, ale... zanim przejdziemy do "trick or treat", należało udekorować odpowiednio dom do tego Halloween! Mieliśmy już wprawdzie dynię z kolorowych koralików, ale to oczywiście za mało. Zaczęliśmy więc od zakupu małych, ozdobnych dyń, które Gabiś oporządził w dwóch aktach: najpierw je porządnie wymył, a potem pięknie pomalował.



Co by to było za Halloween, gdyby nie było tutaj kota! Pomysł pochodzi ze strony Education, wykonanie oczywiście Gabisiowe (z minimalną pomocą mamy ;-)). Kotek zawisł oczywiście na drzwiach wejściowych i pięknie witał pukające do nich dzieci.


A ostatnim tematycznym dziełem sztuki mojego syna były te oto helikoptery latające w deszczu nad polem pełnym mniejszych i większych dyń. :-)


A teraz nadszedł czas na naszych małych przebierańców. Przy okazji zajrzałam na wpis o Halloween z 2011 roku, i nostalgia mnie ogarnęła... to już trzy lata minęły? Kiedy? Się pytam?
  

Rodzeństwo


No i oczywiście Gabiś rozdający w progu cukierki przychodzącym do nas dzieciom. Muszę przyznać, że bardzo był tą funkcją zaabsorbowany i sumiennie dawał każdemu po garści czy dwóch cukierków. 


Gdy już pozbyliśmy się wszystkich słodkości, a i deszcz nieco zelżał, wyszliśmy i my na mały obchód pobliskich domów, by i Gabisiowi dostało się trochę łakoci. za rok będzie potórka z rozrywki, z Magdą w roli trochę bardziej aktywnej od tegorocznej... 




środa, 6 listopada 2013

Niesamowite ;-D - Increíble ;-D

Magda ma 7 miesięcy
Gabiś ma 3,5 roku

Scena z dzisiaj: Przygotowuję obiad w kuchni, dzieci są w pobliżu, zajęte, co chwilę na nie zerkam. Nagle Gabiś wyznaje, że chce coś dla mnie narysować: ulicę, a na niej tyle (=mnóstwo) samochodów. Poszedł po kartkę, czarną kredkę, usiadł i zajął się rysowaniem. Za chwilę słyszę jego pełen zdziwienia głos:
- Gabiś umie zrobić samochody niesamowite.
- Te samochody są niesamowite? - uśmiecham się.
- Nie, niesamowite, że Gabi umie zrobić samochody!
Faktycznie, rok temu o tej porze Gabi narysował swój pierwszy (i rozpoznawalny jako taki) samochód, potem była cisza w eterze, wypełniona kolorowymi kreskami i kółkami, no może jeszcze kropkami, które nie-wiadomo-co-przedstawiają, aż tu kilka dni temu narysował samochód jeden, drugi, trzeci... i tak chyba właśnie nadeszła faza na samochody. Mam nadzieję, że niedługo nadejdzie również faza na nas, ludzi... ;-)


Una escena de hoy: estoy preparando la comida en la cocina, los niños están cerca, ocupados, yo los veo de vez en cuando. De repente, Gabi me dice que quiere dibujar algo para mí: una calle con muchos carritos. Se fue a buscar el papel, un lápiz negro, se sentó en la mesa y se puso a dibujar. Al rato me llega su voz llena de sopresa:
- Gabi sabe hacer los carros increíble.
- ¿Estos carro son increíbles? - sonrío.
- No, increíble que Gabi sabe hacer unos carros.
De hecho, hace un año que Gabi dibujó su primer carro, después hubo mucho silencio en esta materia, lleno nomás de líneas, círculos y puntos de todos los colores del mundo, que quién-sabrá-que-son hasta que hace unos días, Gabi dibujó un carrito, luego otro, y otro más... Así, me parece, llegó la fase de los carritos. A ver cuándo llegará la de nostros, los humanos... :-D

PS: Trochę później, gdy kładłam dzieci do drzemki, Gabi szepnął mi na ucho: Mamusiu, jesteś kochana. :-D

PD: Un poco más tarde, cuando ponía los niños a dormir la siesta, Gabi me susurró al oido: ¡Mamá, eres un encanto! :-D

wtorek, 29 października 2013

Wizyta w muzeum : Chihuly - Una visita al museo : Chihuly

Magda ma 7 miesięcy
Gabiś ma 3,5 roku

Jedna ze szklanych rzeźb przed drugim budynkiem muzeum.

Kilka dni temu byliśmy w montrealskim Muzeum Sztuk Pięknych, które, muszę przyznać, co rusz bardzo pozytywnie mnie zaskakuje. Kiedy przyjechałam do Montrealu po raz pierwszy hmmm.... x lat temu (pomińmy milczeniem dokładną liczbę), tutejsze muzem mieściło się w jednym, aczkolwiek bardzo ładnym, jednak jak na rangę miasta tej wielkości dość małym, budynku, i pamiętam, że bardzo byłam tym faktem rozczarowana.



Wyszliśmy z windy o jedno piętro za szybko, i wprost
na obraz zrobiony z kolorowych pluszaków...
w sam raz dla Gabisia! :-)
Hace unos días nos fuimos al Museo de Bellas Artes de Montreal, el cuál, lo dmitos, me sorpernde positivamente cada vez más. Cuando visité Montreal por primera vez hace... (bueno, no importa cuantos) x años, el museo tuvo todas sus exposiciones en un sólo edificio, lo cual me decepcionó ,pues se me hizo demasiado pequeño para una ciudad de esa envergadura.

Gabisia zamurowało na ten widok: "wow!"
Dzisiaj są to dwa wielkie budynki połaczone ze sobą podziemnym przejściem, i mieszczące w sobie kilka różnej wielkości kompleksów sal, tak by w tym samym czasie pokazać wystawy o zróżnicowanej tematyce. Dodatkowo niektóre wystawy są bezpłatne, oraz regularnie urządza się tam warsztaty dla dzieci, jak i dla dorosłych. No, i nie mogę nie wpomnieć o koncertach! Ja, z racji młodości mojego przychówku, jak na razie załapuję się tylko na wystawy, o koncertach jeszcze tylko marząc, a i te najczęściej tuż przed ich zakończeniem. Tak też było i tym razem. Na szczęście, rok temu zaopatrzyłam się w kartę VIP (najlepsze wyjście dla rodzin z dziećmi, zapewniam), co pozwala mi ominąć szerokim łukiem kolejki do kas, oraz procentuje w muzealnym sklepiku.




Magdusia niestety przespała całą wystawę.
Hoy en día, el museo tiene dos grandes edificios unidos por un paso subterráneo, con varias salas, lo cual permite tener al mismo tiempo exposiciones de varios temas. Además, algunas de estas exposiciones se pueden ver gratis, y también se organizan de manera regular talleres para niños y adultos. ¡Tampoco debo de olvidar los conciertos! Como tengo crios tan pequeños, hasta la fecha me tocan nomás las exposiciones, y aún así, logro verlas poco antes de que se acaben. Así fue también el caso esta vez. Por suerte, hace un año, me compré la tarjeta VIP, lo que me permite pasar al lado de las colas para las cajillas. Me parece la mejor inversión para familias con niños, y además me da descuentos en la tienda del museo. 

A oto nasz mini-reportaż z tej wystawy...
He aquí nuestro minireportaje de esta exposición...

Kilka lat temu byliśmy z mężem w Las Vegas, gdzie urzekł mnie przepiękny, szalenie kolorowy i świetlisty sufit w hotelu Bellagio (również mogę polecić wyśmienity bufet w tym hotelu). Teraz miałam okazję jeszcze raz mu się przyjrzeć, chociaż w innych okolicznościach, a i sufit wydał mi się trochę jednak mniejszy od tamtego.

Hace unos años, estuvimos con mi esposo en Las Vegas, donde me encantó el precioso techo increíblemente colorido y luminoso del hotel Bellagio (también les puedo sugerir el exquisito buffet de este hotel). Ahora tuve la ocasión de verlo de nuevo, aunque en otras condiciones, y también el techo me parecía algo más pequeó que aquello.





W tej sali bawiliśmy się z Gabisiem w zgadywanie "co ta rzeźba może przedstawiać?" 

En esta sala no divertimos con Gabi adivinando ¿qué puede ser esta u otra escultura?

Kula ognia?
Winogrono?
Niebieskie węże?
W tej sali zaś Gabiś karmił rybki i inne delfiny w podwodnej krainie...

En esta sala Gabi daba a comer a los peces u otros delfines en el mundo submarino...

Widzicie te rybki? ;-)
W innej sali z kolei czekały na nas mega potężne ikry. ;-)

En otra sala nos esperaban huevas enormes. ;-)


A na koniec jeszcze mega nenufary...

Y al final nenufares...

Gabiś podchodził od kielicha do kielicha, mówiąc mi, że tu mieszka ryba/kaczka,/osiołek, każdego pytając,
czy ma zjeżdżalnię i schody? Odpowiedź zawsze była ta sama: "tak? wow!"


Czy tam mieszka Calineczka?
A tak pięknie przystrojone schody witały i żegnały zwiedzających... Do następnej wystawy!

Estas escaleras si bien adornadas daban la bienvenida y decían hasta la próxima a los visitantes.



środa, 23 października 2013

Dynia z kolorowych koralików - Calbacita de cuentas coloridas

Gabiś ma 3,5 roku


Przeglądając moją stronę Pinterest z jesiennymi pomysłami artystycznymi, znalazłam bardzo fajny i łatwy do wykonania (przy minimalnej pomocy rodzica) projekt na deszczowy jesienny dzień, a jest to kolorowa dynia zrobiona z plastikowych koralików oraz drucików artystycznych. To zarazem świetny trening dla małych paluszków jak i nauka cierpliwości, ponieważ nawlekanie koralików trochę trwa.

Pasando por mi página Pinterest con ideas artísticas otoñales encontré un proyecto muy lindo y simple (con la mínima ayuda de uno de los padres) para un día otoñal lleno de lluvia, y es una calabacita bien colorida hecha de cuentas de plástico e hilos artesanales. Eso es un buen entrenamiento para los pequeños deditos, pero también enseña la paciencia, ya que enhebrar cuentas toma un poco de tiempo.

Pomysł pochodzi stąd:

La idea viene de aquí:

Pony bead pumpkins

Gabisiowi bardzo się ten pomysł spodobał, chociaż w pewnym momencie miał już trochę dosyć nawlekania...

La idea gustó mucho a Gabi, aunque llegó un momento cuando ya se estaba hartando de tanto enhebrar cuentas...

I gotowe! :-) Polecamy!

¡Y listo!