"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam(a) - Házlo tú. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam(a) - Házlo tú. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

Kalendarz adwentowy 2015

Gabiś ma 5l 9m
Magda ma 2l 9m

(wpis rozpoczęty na początku grudnia, ale dopiero teraz ukończony, ups! :-( )

Nasz tegoroczny kalendarz adwentowy zrobiliśmy we dwoje, razem z Gabisiem. Od czasu ubiegłorocznej filcowej choinki (która została równie entuzjastycznie przyjęta i w tym roku), Gabiś bardzo polubił szycie i co jakiś czas prosi mnie o pracę do szycia. Tak więc latem dostał wieloryba (będzie o tym osobny wpis), a teraz bardzo chętnie pomagał mi w zszywaniu bucików do naszego kalendarza. Szablony bucików i numerów wzięłam stąd. Wycinaniem oraz obszywaniem bucików zajęłam się już razem z Gabisiem, ale numerki już sama naklejałam klejem "tacky glue". Całość nie dało się oczywiście zrobić w jeden dzień, tym bardziej, że Gabiś bardzo chciał mi we wszystkim pomagać, ale czas na to miał tylko wieczorami, po szkole.



Nasz gotowy kalendarz przed powieszeniem wyglądał tak:


A po powieszeniu tak:


A co znalazło się w tym roku w kalendarzu? Znów skorzystałam z z pomysłu z blogu Dwujęzyczność (dzięki!) i kupiłam dzieciom puzzle. Dla Magdy 24 części, dla Gabisia 48. Na każdym puzzelku była sylaba (Magda - z literami M, P, L, B) lub słowo związane tematycznie z puzzlami (Gabiś - piraci). Dzieci miały za zadanie znaleźć takie same sylaby bądź słowa na planszy puzzli. To był strzał w 10! ;-) Oboje nie mogli doczekać się nowych puzzelków, tylko że czasami przez zawirowania przedświąteczne musieli jednak uzbroić się w cierpliwość przez dzień lub dwa, aby na spokojnie móc się nimi zająć. Chciałam, aby ten moment trochę zatrzymać, celebrować, przeżyć bez pośpiechu. Jak widać przy okazji na załączonym obrazku, Gabiś chętnie pomagał Magdzie przeczytać sylabę oraz znaleźć ją na planszy, chociaż Magda byłaby w stanie zrobić to sama. Ahhh, rodzeństwo. ;-)





Dodatkowo, tak jak w ubiegłym roku, zamieściłam zagadki świąteczne dla Gabisia, tym razem zapisane czcionką kropkowaną, by mógł pisać po śladzie. Przyznaję, że w tym roku czytanie szło Gabisiowi dużo łatwiej, i większość odpowiedzi już dobrze znał, natomiast wklejanie karteczek i pisanie po nich na razie nie wypaliło. Zostało to jako zadanie na wolny dzień czy choćby wieczór już po świętach. Hmmm, tylko po których świętach? :-P


Natomiast bardzo się cieszę z pomysłu z puzzlami, którymi dzieci teraz codziennie się zajmują. Szczególnie Magda, która ma na to więcej czasu, ucząc się w domu. Czasami układa je sama, a czasami ze mną i wtedy ćwiczymy czytanie sylabek. Co idzie jej coraz lepiej... ;-)



sobota, 28 marca 2015

Liczenie do 100 na magnetycznej tablicy setki - hundred board

Magda ma 22 miesiące
Gabiś ma 4l10 miesięcy

W nauce matematyki metodą Montessori przy nauce liczb 1 do 100 używa się między innymi tzw. talicy setki, po angielsku hundred board. Można ją kupić w zasadzie w każdym internetowym sklepie Montessori, jednak ja wolałam zrobiłać własną wersję magnetyczną. A pomysł na zrobienie właśnie takiej wersji tej tablicy pochodzi z tej strony. Zrobiłam dokładnie tak, jak podaje autorka bloga. Kupiłam dwa opakowania drewnianych kostek, na których niezmywalnym czarnym pisakiem wypisałam liczby od 1 do 100, do tego zakupiłam samoprzylepną taśmę magnetyczną (również dwa opakowania), a samą tablicę wydrukowałam z tej strony (hundred board template), przycięłam oraz zalaminowałam. Metalową blaszkę do pieczenia ciasteczek miałam już w domu, zakupioną zresztą za 1$. To wszystko. Prawda, że prosto i tanio? ;-)


Teraz należało się tylko trochę podszkolić w kwesti prezentacji i już można zaprosić dziecko do nowej pracy!



Za pierwszym razem kostki zostały wyłożone z koszyczka bez ładu i składu, co faktycznie utrudniło Gabisiowi odnalezienie odpowiedniej kostki, no i zadanie go przerosło. Tak więc następnym razem poprosiłam go o ułożenie kostek w kolumnach dziesiątek, i bingo! Tym razem Gabiś ułożył całą tablicę setki! :-) A jaki był zadowolony i dumny z siebie, a ja z niego! ;-)




Tak był pochłonięty układaniem całej tablicy, że nawet zaczynająca się lekcja muzyki (którą uwielbia!) nie zdołała go odwieść od pracy... aż ją dokończył. Szczęśliwie pani od muzyki mogła chwilkę poczekać z rozpoczęciem lekcji.


Z tablicą setki można pracować na wiele sposobów tak, by urozmaicić dziecku naukę, np. można na niej grać w różne gry. Kilka dni temu Mamabliźniacza dodała świetny wpis o jeszcze innych rozszerzeniach do tej tablicy, z których mam nadzieję już niedługo skorzystać.

PS: Jeśli ktoś szuka pomysłu na recyklingową tablicę, znajdzie ją u autorki bloga Projekt Człowiek, która zamieściła bardzo ciekawy, do tego tani jak barszcz, sposób na wykonanie tablicy setki z nakrętek

wtorek, 20 stycznia 2015

Learning tower czyli nasza wersja montessoriańskiego stołeczka

Magda ma 21 miesięcy
Gabiś ma 4l10m-cy

Niedawna wzmianka na forum FB Montessori po polsku o tzw. Learning tower przypomniała mi, że gdzieś w czeluściach moich składów zdjęć mam jeszcze zdjęcia z powstawania naszego montessoriańskiego stołeczka... oraz zaczątek wpisu na ten temat sprzed półtora roku! Magda miała wtedy 6 miesięcy, więc jeszcze nie potrzebowała pomocy do wspinania się na poziom blatu kuchennego, ale Gabisiowi owszem przydało się krzesełko od razu. O, na przykład tutaj:


Na tak przygotowanym krzesełku stoi się stabilniej i trudniej z niego spaść, co akurat Gabisiowi raz na jakiś czas się zdarzało stojąc na taborecie w wersji podstawowej IKEA Bekväm. ;-) Ba, od czasu powyższego zdjęcia Gabisia na nowym stołeczku minęło półtorej roku i jak dotąd, ani Gabiś, ani Magda nie zaznali nagłej bliskiej styczności z kuchenną ceramiką. Nasze krzesełko funkcjonuje pod bardzo finezyjną nazwą "białego taboretu" bądź inną w stylu "białego krzesłka" (chociaż akurat biały kolor nie był Gabisiowi na rękę, wolał drewno, no cóż) i jest wielofunkcyjne: oprócz wchodzenia nań czy schodzenia zeń można tam również położyć brudne naczynia w drodze do zlewu (wersja dla moich przedszkolaków) lub i czyste, prosto ze zmywarki i które następnie przenoszone są na odpowiednie dla nich miejsce w kąciku kuchennym dzieci (to wersja dla wszystkich). A poza tym, można je używać w celach gimnastycznych, przy czym nawet mamie nagle puls się przyspiesza. ;-) Za to stołeczek ani drgnie!

Ok, to tyle z racji wstępu, teraz czas na dochodzenie, skąd ten pomysł? Na amerykańskich czy australijskich blogach widziałam podobne krzesła, tyle że większe no i droższe, więc nawet nie zawracałam sobie nimi głowy... aż nie natknęłam się na pomysł z innego blogu: Lucy recommends learning tower. Na wspomnianym forum znalazłam też ten link z Ikeahackers. Namówiłam więc męża do współpracy i tak oto wspólnymi siłami: mąż stolarka i ja malowanie, doszliśmy do powyższego efektu końcowego. Nasza wersja jest skromniejsza o kilka deseczek od zaproponowanych wyżej wersji DIY. Tutaj mam dwa zdjęcia z malowania:



Magdzie z początku stołeczek nie był do niczego potrzebny, ale już wkrótce, czyli dwa miesiące później, zaczął służyć jako podpórka do nauki wstawania...


lub jako gryzak :-P


...czy też do zabawy w "a ku ku" ;-)


...aby następnie służyć i do właściwego celu, jak tutaj (Magda ma 9 miesięcy):



A jeszcze moment później nawet sama przesuwała sobie stołeczek, by się dostać do miejsc dotąd niedostępnych. ;-) Tutaj Magda ma 10 miesięcy.


Teraz, czyli te półtora roku później, wchodzą nawet oboje naraz, chociaż przyznaję, że wtedy jest trochę ciasno... ;-) Tutaj wspólnie odmierzają składniki na nasze gwiazdkowe pierniczki:


Podsumowując, bardzo nam się przydaje nasza wersja montessoriańskiego stołeczka, a co też jest ważne, jego produkcja nie wyrwała dziury w kieszeni. Sam stołeczek jest cały czas w użyciu, więc wygląda już trochę mniej ciekawie, niż na początku. Chyba muszę się zastanowić nad jego przemalowaniem... ;-)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Najlepsza na świecie pomarańczowa plastelina

Magda ma 20 miesięcy
Gabiś ma 4l9m

Naszym piątkowym zadaniem z kalendarza adwentowego było zrobienie pomarańczowej plasteliny. Wyszła nam, że... palce lizać! :-) Składniki nie kosztują fortuny, pracy przy tym prawie żadnej, bo gotować nie trzeba, za to zapach świeżo wyciśniętej pomarańczy unoszący się po całym domostwie... bezcenny! Ten przepis od razu stał się więc naszym ulubionym przepisem na plastelinę. Orginał pochodzi stąd, ja dodałam do niego tylko kilka kropel olejku pomarańczowego, by uzyskać intensywny zapach.


Oto składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżki oleju
  • 0,5 szklanki soli
  • 2 łyżki wodorowinianu potasu ("cream of tartar" dla angielskojęzycznych ;-))
  • 1,5 szklanki gorącej wody
  • 1 opakowanie galaretki pomarańczowej
  • kilka kropli olejku pomarańczowego
Wsyp lub wolej 5 pierwszych składników do obszernej miski, przy czym zaraz po gorącej wodzie dodaj galaretkę. Wszystko szybko i dokładnie ze sobą zmieszaj przez kilka minut, dodając olejek według uznania. Ewentualnie dodaj trochę więcej mąki, gdyby mieszanka w dalszym ciągu lepiła się do ręki. To wszystko!

Teraz czas na dzieci! Wydrukowałam im fantastyczne świąteczne podkładki pod plastelinę (stąd), chociaż Gabiś wolał sięgnąć po nasze alfabetowe podkładki, dałam w słoiczkach szklane kamyczki, małe kokardki, kolorowe guziki różnej wielkości, kreatywne druciki i błyszczące cekiny w świątecznych kształtach choinek, gwiazdek czy innych aniołków, a przede wszystkim... czas, bo dzieci od razu ochoczo zabrały się do wymyślania cudowności i ani myślały o zbliżającym się obiedzie. A co dostałam ja w zamian? Piękne plastelinowe "prezenciki" od synka i buziaczki od córki. No i mnóstwo radochy w oczach moich dzieci ;-)







piątek, 12 grudnia 2014

Kalendarz adwentowy 2014

Magda ma 20 miesięcy
Gabiś ma 4l 9m

(((To już setny wpis na blogu, hura! :-D)))

Nasz tegoroczny kalendarz adwentowy jest wykonany praktycznie identycznie jak nasz ubiegłoroczny kalendarz. Miałam zamiar zrobić inny, o TEN, prawda, że jest piękny? Jednak w ostatnim  momencie okazało się, że nie mam wystarczająco dużego kartonu na koło, na którym należałoby przykleić wszystkie "cukiereczki" adwentowe, więc wróciłam do wersji sprzed roku. W "cukiereczkach" poukrywałam zadania lub słodkości, np. w czwartki, gdy przychodzi pani od muzyki i nie ma zbyt wiele czasu z rana, by zrobić coś manualnego.


Oto lista naszych tegorocznych zadań:

1. Robimy kartki świateczne.
2. Pieczemy pierniczki.
3. Czekoladki.
4. Gumimisie.
5. Malujemy choinki widelcem.
6. "Fête de Noêl au Centre Gadbois".
7. Bombki recyklingowe w Musée des Maîtres du Québec.
8. Ozdoba na choinkę.
9. Spektakl gwiazdkowy w bibliotece.
10. Robimy szklane bombki.
11. Gumimisie.
12. Plastelina pomarańczowo-goździkowa.
13. Zabawa Mikołajkowa w Szkole Polskiej.
14. Spektakl w bibliotece "M Larry fête Noêl".
15. Robimy ozdoby z masy solnej, cz. 1
16. Robimy ozdoby z masy solnej, cz. 2
17. Aniołek z dłoni i rolki po papierze.
18. Czekoladki.
19. Niespodzianka! :-D
20. Albumy z naklejkami.
21. Pieczemy kruche ciasteczka.
22. Czekoladki.
23. Ozdoba na choinkę.
24. Niespodzianka! :-D Wigilia!

Już nawet byłam zadowolona z tej mieszanki zadań i czekoladek, ale ciągle jakby czegoś tutaj brakowało. Wtedy Gabiś przyniósł mi jedego z trzech króli z naszej drewnianej stajenki z pytanie, z jakiego on jest filmu? No i mnie olśniło: brakuje tutaj garści histori bożonarodzeniowej, bo chociaż oboje z mężem nie chodzimy do kościoła, ani dzieci nie chrzciliśmy, uważam, że takie rzeczy nasze maluchy powinny znać w ramach ogólnej edukacji o świecie. Wprawdzie opowiadałam Gabisiowi co nieco na temat Bożego Narodzenia, jednak w tym momencie zdałam sobie sprawę, że niewiele mu z tych opowieści zostało w pamięci. Na całe szczęście całkiem przypadkowo natknęłam się na świetne zagadki Eli z blogu Dwujęzyczność, przepisałam je w czcionce Elementarz Dwa, wydrukowałam i szybko dodałam do naszego kalendarza! Voilà! Ten sposób nauki był strzałem w dziesiątkę, ponieważ Gabi bardzo lubi zagadki i teraz każdego dnia niecierpliwie oczekuje nowej. A jaki jest zadowolony, gdy zna odpowiedź! :-D Pierwsze karteczki z zagadkami już zdążyliśmy wkleić do jego pamiętniczka, a reszta cierpliwie czeka na wenę Gabisia, która nie przychodzi codziennie, oj nie. ;-) Magda natomiast codziennie oczekuje słodkości, haha, więc jest w dniach bez nich trochę, hmmm, powiedziałabym, zawiedziona. :-)


Dodatkowo, aby urozmaicić naszą naukę, wprowadziłam element zabawy podpatrzony u Mamy bliźniaczej: codzienne poszukiwanie wędrujących do Betlejem trzech Króli... :-) Gabiś co rano szuka, gdzie też ci mędrcy się znowu poukrywali... i ma przy tym niezłą radochę. Magda jeszcze nie za bardzo kuma, o co chodzi, ale figurkami samymi w sobie chętnie się zajmuje.

Podsumowując, w tym roku nawet udaje nam się trzymać planu kalendarzowego i jak do tej pory tylko w jeden dzień nie zrobiliśmy tego, co mieliśmy zamiar zrobić. A Wam? ;-)

niedziela, 17 listopada 2013

Tematyczne koszyczki ze skarbami: kuchenny oraz biało-czarny

Magda ma 7,5 miesiąca
Gabiś ma 3,5 lat

Od kiedy Magda skończyła 6 miesięcy i zaczęła coraz lepiej przemieszczać się na brzuchu ruchami węża-pełzaczka :-D, a posadzona potrafiła wytrzymać w tej pozycji kilka chwil, postanowiłam zacząć pokazywać jej koszyczki pełne różnorakich skarbów.

Takie koszyczki można przygotować praktycznie ze wszystkiego! Koszyki ze skarbami nie są jednak zarezerwowane tylko dla niemowlaków, gdyż także starsze maluchy będą nimi zainteresowane. Gabiś bardzo chętnie siada koło Magdy i bawi się razem z nią zawartością koszyczka. Rozczula mnie ten widok, szczególnie gdy Gabi stara się opisać każdy przedmiot z koszyczka i czasami zwraca Magdzie uwagę : "Nie, nie do buzi, Magdusiu!", bo ta oczywiście wszystko musi sprawdzić "organoleptycznie". Tim Seldin w swoim świetnie oraz, co bardzo ważne, przystępnie napisanym "podręczniku" dla rodziców i nie tylko How to raise an amazing child the Montessori Way, pisze, by uzbierać około 50 do 100 przedmiotów różniących się od siebie kształtem, kolorem, fakturą, ciężarem jak i zapachem (str.56). Mogą to więc być przedmioty naturalne, z drewna, metalu, szkła, materiału czy skóry. Koszyk ze skarbami powinien pozwolić maluszkowi poczuć się jednocześnie zdziwionym, zaskoczonym jak i małym odkrywcą. Tak, aby mógł testować przedmioty wszystkimi zmysłami: smaku ;-), słuchu, wzroku, dotyku i węchu. Z tego względu powinno się uważać na przedmioty stwarzające ryzyko połknięcia, z ostrymi kantami, mogące się poluzować i wtedy zostać połknięte, farbujące czy też w inny sposób ryzykowne dla maluszka biorącego wszystko do buzi. No i muszą być oczywiście czyste. Z kolei Marie-Hélène Place w swojej niedawno wydanej (francuskiej) książce 60 activités Montessori pour mon bébé (którą również bardzo polecam) podaje, że małe (15-20cm dlugości) i niskie (ok.8cm wysokości) koszyczki można dawać dzieciom już od 5. miesiąca. Do takiego koszyczka można włożyć nie więcej niż 2-3 rzeczy na raz, które dziecku są już znane, i które należy wymienić na inne, gdy tylko dziecko zdaje się być nimi już znudzone. Maleństwo może do takiego koszyczka zaglądać z pozycji na brzuchu, wyjmować z niego po przedmiocie, a potem ewentualnie wkładać je do środka. Mały wybór przedmiotów pomaga dziecku na częste powtórzenia ruchów ręki (wkłada i wyjmuje), którą w ten sposób ćwiczy, aby zostać mistrzem w jej kooordynacji. Koszyki tematyczne, nota bene zawierające przedmioty codziennego użytku, zalecane się od 9. miesiąca, gdy dziecko jest już w stanie łatwo się przemieszczać. Można je umieścić na niskiej półce biblioteczki w pokoju maluszka tak, by był on w stanie sam się do nich dostać. Dobrze jest nazwać przedmiot po przedmiocie, ale poza tym dać dziecku czas, by samo się z nimi zaznajomiło... a my sami możemy je poobserwować, co jest fascynujące! Magda np. od niedawna lubi sobie porozmawiać ze swoimi skarbami. ;-)

Moja Magda była moim zdaniem gotowa na tą zabawę tuż po skończeniu 6 miesięcy (21. września), więc nie namyślając się wiele, wrzuciłam do wiklinowego koszyczka kilka przedmiotów, które znalazłam w kuchni. I tak oto powstał pierwszy koszyk dla Magdy, a w nim:

  • mała trzepaczka-mieszadełko
  • dwie różne łyżki bambusowe
  • "jajo" do gotowania jaj ;-)
  • szufelka do mąki



Do koszyczków (bo mamy już kilka za sobą) wkładam nie więcej niż 10 przedmiotów, aby uniknąć "tłoku", a i Magda bezbłędnie wyłapuje ten jeden-jedyny-najukochańszy ze wszystkich, a reszta bywa trochę ignorowana. W powyższym koszyczku the-one-and-only to mała trzepaczka z rączką w kształcie łba krowy (własność Gabisia). Ilekroć proponowałam Magdzie ten koszyczek, właśnie ta trzepaczka była z niego wyciągana jako pierwsza, poobserwowana, doszczętnie wylizana, wymachana, użyta jako pałeczka perkusji do bicia w podłogę, i-co-by-tam-jeszcze-dało-się-z-nią-zrobić, a gdy Magda stwierdziła, że czas wyjąć z koszyczka coś innego, trzepaczka pełniła funkcję asystentki i zawsze była albo tuż pod ręką, albo po prostu w drugiej ręce.




Jako, że trzepaczka jest biało-czarna, dostała się również do następnego koszyczka zawierającego przedmioty w kolorach bieli i czerni, lub w obydwu na raz. I tutaj była faworytką, do tego stopnia, że nagle z jednoczęściowej stała się dwuczęściowa... Ups, szybko trzeba było wyciągnąć Magdzie z buzi jedną z tych części oraz ewakuować całość do szafki kuchennej, gdzie, naprawiona, siedzi sobie ładnie na półce i czeka na Gabisia, by posłużyć za mieszadełko do jego kakao. ;-)


Oto, co znalazło się w koszyku biało-czarnym:

  • recydywistka trzepaczka-mieszadełko :-)
  • kubeczek z kompletu kubeczków IKEA
  • czarny i biały klocek Duplo
  • dwa pomponki: biały i czarny
  • lejek, też recydywista zresztą, przez co równie ulubiony
  • foremka do ciasteczek w formie motyla
  • biało-czarna karta z kompletu kart dla noworodków przedstawiająca wiewiórkę
  • zebra oraz dalmatyńczyk





Swoje tematyczne koszyczki dla córki bardzo ciekawie opisała również niedawno Magda ze Skacząc w kałużach. Koniecznie do niej zajrzyjcie!

A tutaj znajdziecie więcej informacji po angielsku lub francusku na temat tematycznych koszyków ze skarbami:

Living Montessori now: how to make a treasure basket for your baby

Living Montessori now: themed treasure baskets for babies

thefullmontessori

Counting coconuts

Montessori ici

Merci Montessori

Nido Montessori

W interncie jest jeszcze wiele, wiele innych! Tak, jak pisze Magda, oczopląsu można od tego dostać! :-D

czwartek, 3 października 2013

Motylki moje dwa... . Mis dos maripositas...

Magda ma 6 miesięcy
Gabiś ma 3,5 roku

Czas leci nieubłaganie... Od trzech miesięcy zbieram się i zbieram, by zrobić motylkowe odciski stóp moich maluchów, aż w końcu dzisiaj udało mi się to wykonać. A propos wykonania: potrzebujemy tylko nietoksyczny tusz w tęczowych kolorach (lub farbę z braku owego), ładną kartkę, dwa pisaki (ja użyłam złoty i zielony)oraz oczywiście stópki do uwiecznienia...

El tiempo pasa rapidísimo... Tengo tres meses queriendo hacer las emprentas de los pies de mis nenes en forma de unas mariposas, y por fin ¡hoy logré hacerlas! A propósito de cómo hacerlas: se necesitan tan solo tinta lavable de colores de arco iris (o pintura no tóxica si uno no tiene tinta), una bonita hoja de papel, dos marcadores (usé uno dorado y otro verde) y, por supuesto, unos pequeños pies...

Pomysł na motyla Magdy pochodzi z tej strony:
De aquí viene la idea para la mariposa de Magda:


Natomiast motyla Gabisia wymyśliłam sama, ponieważ jego obie stópki nie mieściły się na kartce o wymiarach 10cmx15cm... 
Pero la mariposa de Gabi me la inventé yo sola, ya que no cabían sus dos pies en una hoja de 10cmx15cm.

A wykonanie już nasze:
Pero la realización ya es nuestra:



piątek, 9 listopada 2012

Domowa plastelina pachnąca cynamonem

Gabiś ma 32 miesiące

Od dawna już miałam ochotę przygotować dla moich przedszkolaków domową ciastolinę, lecz z niezrozumiałych dla mnie samej powodów, zawsze wydawało mi się to przedsięwzięciem ponad miarę moich możliwości, w sensie, że się nie uda... Nic bardziej mylnego! Ciastolinę przygotować jest bardzo łatwo, tylko ewentulanie ramię może trochę poboleć od ciągłego mieszania w garnku. W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów, a ja wybrałam ten z blogu Tinkerlab, tylko że masę zrobiłam z połowy składników oraz dodałam do niej cynamon... Ale zapachniało w naszym domu, mniam mniam!

Do zrobienia ciastoliny potrzebujemy:

  • 2,5 szklanki wody
  • 1,25 szklanki soli
  • 1,5 łyżki "cream of tartar", czyli wodorowinianu potasu
  • 5 łyżek oleju roślinnego
  • 2,5 szklanek mąki
  • cynamon według uznania

Wszystkie składniki mieszamy w garnku i gotujemy, ciągle mieszając, na małym ogniu przez około 15-20 minut. Ciastolina jest gotowa, gdy już nie przykleja się do dna garnka i łatwo daje się z niej zrobić kulę. Zamiast cynamonu  można oczywiście dodać inne dodatki zapachow+kolorystyczne (np. kardamon, kakao lub kurkumę, by uzyskać piękny żółty kolor).

Jeśli nie macie wodorowinianu potasu, na blogu Pinkcake.html znajdziecie przepis z dodatkiem soku z cytryny. Dajcie znać, czy się Wam udało.



Dałam dzieciom do zabawy jeszcze ciepłą ciastolinę i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie z niej aż taki hit dnia! Na pewno nie tylko przez piękny zapach, ale i teksturę, który wydaje mi się być dużo milsza w dotyku, niż komercyjna plastelina. Gabiś lepił z naszej masy różne różnorodności, czasami trochę mało rozpoznawalne dla niewtajemniczonych :-), i po ponad godzinie musiał przerwać zabawę ze względu na obiad. Gdyby nie to, to pewnie jeszcze dłużej miałby taką radochę... Ciastolinę szczelnie zapakowałam w woreczek (taki do zamrażarki), by nie dostało się do niej powietrze, i za jakiś czas mam zamiar znów ją wyciągnąć do zabawy.

Najpierw powstała kuleczka, potem różne formy wycięte małymi foremkami...

...a gdy Gabiś już się rozkręcił na dobre, nawet cała rodzina krokodyli! :-)

Bardzo Wam polecam przygotowanie takiej ciastoliny, bo warto! :-)

wtorek, 29 maja 2012

Update: DIY garden labels in English!

After a lovely comment on my garden labels in Polish, I quickly decided to prepare an English version of them, should someone be interested in using them in their garden. ;-) Please be aware that all images are coming from different websites, and the labels should only be used privately.


Here comes a short instruction on how to put them together:
• Print labels on card stock, cut them out, laminate and cut out again, but be sure to leave a small border around the paper, in order to prevent water to damage the label
• Prepare 12 lids from canned frozen juice, or other similar, and glue labels on them with a hot gun
• Glue cart sticks on the other side of each lid
• Place markers on their designated places in your garden and enjoy them! ;-)
If you have older children than my toddler, let them help you cutting out your labels!
You can download the garden labels here.