"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-36 miesięcy - 30-36 meses. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-36 miesięcy - 30-36 meses. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

Kalendarz adwentowy 2015

Gabiś ma 5l 9m
Magda ma 2l 9m

(wpis rozpoczęty na początku grudnia, ale dopiero teraz ukończony, ups! :-( )

Nasz tegoroczny kalendarz adwentowy zrobiliśmy we dwoje, razem z Gabisiem. Od czasu ubiegłorocznej filcowej choinki (która została równie entuzjastycznie przyjęta i w tym roku), Gabiś bardzo polubił szycie i co jakiś czas prosi mnie o pracę do szycia. Tak więc latem dostał wieloryba (będzie o tym osobny wpis), a teraz bardzo chętnie pomagał mi w zszywaniu bucików do naszego kalendarza. Szablony bucików i numerów wzięłam stąd. Wycinaniem oraz obszywaniem bucików zajęłam się już razem z Gabisiem, ale numerki już sama naklejałam klejem "tacky glue". Całość nie dało się oczywiście zrobić w jeden dzień, tym bardziej, że Gabiś bardzo chciał mi we wszystkim pomagać, ale czas na to miał tylko wieczorami, po szkole.



Nasz gotowy kalendarz przed powieszeniem wyglądał tak:


A po powieszeniu tak:


A co znalazło się w tym roku w kalendarzu? Znów skorzystałam z z pomysłu z blogu Dwujęzyczność (dzięki!) i kupiłam dzieciom puzzle. Dla Magdy 24 części, dla Gabisia 48. Na każdym puzzelku była sylaba (Magda - z literami M, P, L, B) lub słowo związane tematycznie z puzzlami (Gabiś - piraci). Dzieci miały za zadanie znaleźć takie same sylaby bądź słowa na planszy puzzli. To był strzał w 10! ;-) Oboje nie mogli doczekać się nowych puzzelków, tylko że czasami przez zawirowania przedświąteczne musieli jednak uzbroić się w cierpliwość przez dzień lub dwa, aby na spokojnie móc się nimi zająć. Chciałam, aby ten moment trochę zatrzymać, celebrować, przeżyć bez pośpiechu. Jak widać przy okazji na załączonym obrazku, Gabiś chętnie pomagał Magdzie przeczytać sylabę oraz znaleźć ją na planszy, chociaż Magda byłaby w stanie zrobić to sama. Ahhh, rodzeństwo. ;-)





Dodatkowo, tak jak w ubiegłym roku, zamieściłam zagadki świąteczne dla Gabisia, tym razem zapisane czcionką kropkowaną, by mógł pisać po śladzie. Przyznaję, że w tym roku czytanie szło Gabisiowi dużo łatwiej, i większość odpowiedzi już dobrze znał, natomiast wklejanie karteczek i pisanie po nich na razie nie wypaliło. Zostało to jako zadanie na wolny dzień czy choćby wieczór już po świętach. Hmmm, tylko po których świętach? :-P


Natomiast bardzo się cieszę z pomysłu z puzzlami, którymi dzieci teraz codziennie się zajmują. Szczególnie Magda, która ma na to więcej czasu, ucząc się w domu. Czasami układa je sama, a czasami ze mną i wtedy ćwiczymy czytanie sylabek. Co idzie jej coraz lepiej... ;-)



czwartek, 14 marca 2013

Trzy lata minęły jak jeden dzień...

Gabiś ma 3 lata!

A dokładniej w niedzielę 10 marca o 20h52. O tej godzinie trzy lata temu przyszedł na świat mój syn Gabiś. Teraz, trzy lata później jest już całkiem dużym chłopcem, a za chwilkę zostanie również starszym bratem... Wszystkiego najlepszego, synku! :-)

Swoje trzecie urodziny Gabiś obchodził trzykrotnie. najpierw z dziadkami ze strony Taty, czyli z Nany i Tito, którzy nie mogli być na samych urodzinach. I tylko przy tej okazji nasz solenizant dał się namówić na zgaszenie świeczek, przy dwóch innych trzeba mu było w tym pomóc.


W sobotę poprzedzającą urodziny wyprawiliśmy Gabisiowi imprezę urodzinową, na której wprawdzie było więcej dorosłych, niż dzieci, ale Gabisiowi to wcale nie przeszkadzało, bo praktycznie wszyscy dorośli bawili się razem z nim.


A tutaj zdjęcie szanownego solenizanta z rodzicami...


Ostatnia, czyli trzecia, impreza urodzinowa odbyła się w poniedziałek w ramach naszego domowego przedszkola.


Gdy spytałam Gabisia, co chciałby dostać na urodziny, jego odpowiedź była zawsze ta sama: czerwony prezent! Tak, tak, tutaj kolor był najważniejszy! Mama miała więc zagwozdkę, bo w zasadzie wszystkie przedszkolne dzieci dostają drobiazgi edukacyjne, jakieś gry czy książeczki, no ale jak tutaj znaleźć czerwony prezent? Na szczęście mamie przypomniał się pewien samochodzik... Do tego zapakowała go w czerwony papier, więc solenizant był przeszczęśliwy... ;-)



PS: Główny prezent również był zapakowany w czerwony papier, ale to Gabisia nie usatysfakcjonowało, bo prezent sam w sobie nie byl czerwony. ;-)

piątek, 30 listopada 2012

Trochę inne montessoriańskie drzewko :-)

Gabiś ma 32 miesiące

Scenka z tego tygodnia: Gabiś właśnie dopiero co odłożył na półkę puzzle drzewa, gdy do pokoju wszedł mój mąż. Spojrzałam na jego koszulkę, zaśmiałam się i szybko zawołałam synka. "Co to jest?", zapytałam wskazując na torso męża. Gabiś cały zachwycony zawołał zaraz: "Drzewo!", pobiegł z powrotem po puzzle i zaczął je dopasowywać na tacie... I to bezbłędnie, haha! ;-)

Zaczynamy od korony...

...po niej przyszła kolej na pień...
 
...a na końcu są korzenie drzewa!  "I już", jak mawia sam Gabiś;-)

wtorek, 20 listopada 2012

Jesienne drzewka razy dwa

Gabiś ma 20 miesięcy i 32 miesiące

Oto nasze dwa pomysły na jesienne drzewka. Może komuś się spodoba któryś z nich podobne drzewka ze swoimi dziećmi? ;-)

Pierwsza wersja była zrobiona ubiegłej jesieni, gdy Gabiś miał trochę ponad półtorej roku. Odrysowałam jego rękę na brązowej stronie kartonika po chrupkach śniadaniowych, wycięłam i nakleiłam na granatowy karton. Koniec roboty dla mamy, teraz przyszła kolej na Gabisia. Jego zadaniem było namalowanie jesiennych liści małymi paluszkami maczanymi w żółtej, czerwonej i zielonej farbie.

Gotowy do startu...
...i już w trakcie malowania!


A tak wyglądało gotowe już dzieło sztuki autorstwa mojego smyka! :-)


W tym roku zmieniliśmy trochę technikę na mniej brudzącą, wybierając okrągłe naklejki w dwóch rozmiarach. Kartonową rączkę naklejałam razem z dzieckiem. Kolorystyka liści została oczywiście ta sama: zieleń, żółć i czerwień.


Praca Gabisia na tle naszych pozostałych przedszkolaków. Jak widać, co artysta, to inny pomysł... ;-)


Innym pomysłem na liście mogą być np. przyklejone ziarna dyni lub malowanie liści patyczkiem do uszu czy wacikiem... Być może tak zrobimy za rok? :-)   

piątek, 9 listopada 2012

Domowa plastelina pachnąca cynamonem

Gabiś ma 32 miesiące

Od dawna już miałam ochotę przygotować dla moich przedszkolaków domową ciastolinę, lecz z niezrozumiałych dla mnie samej powodów, zawsze wydawało mi się to przedsięwzięciem ponad miarę moich możliwości, w sensie, że się nie uda... Nic bardziej mylnego! Ciastolinę przygotować jest bardzo łatwo, tylko ewentulanie ramię może trochę poboleć od ciągłego mieszania w garnku. W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów, a ja wybrałam ten z blogu Tinkerlab, tylko że masę zrobiłam z połowy składników oraz dodałam do niej cynamon... Ale zapachniało w naszym domu, mniam mniam!

Do zrobienia ciastoliny potrzebujemy:

  • 2,5 szklanki wody
  • 1,25 szklanki soli
  • 1,5 łyżki "cream of tartar", czyli wodorowinianu potasu
  • 5 łyżek oleju roślinnego
  • 2,5 szklanek mąki
  • cynamon według uznania

Wszystkie składniki mieszamy w garnku i gotujemy, ciągle mieszając, na małym ogniu przez około 15-20 minut. Ciastolina jest gotowa, gdy już nie przykleja się do dna garnka i łatwo daje się z niej zrobić kulę. Zamiast cynamonu  można oczywiście dodać inne dodatki zapachow+kolorystyczne (np. kardamon, kakao lub kurkumę, by uzyskać piękny żółty kolor).

Jeśli nie macie wodorowinianu potasu, na blogu Pinkcake.html znajdziecie przepis z dodatkiem soku z cytryny. Dajcie znać, czy się Wam udało.



Dałam dzieciom do zabawy jeszcze ciepłą ciastolinę i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie z niej aż taki hit dnia! Na pewno nie tylko przez piękny zapach, ale i teksturę, który wydaje mi się być dużo milsza w dotyku, niż komercyjna plastelina. Gabiś lepił z naszej masy różne różnorodności, czasami trochę mało rozpoznawalne dla niewtajemniczonych :-), i po ponad godzinie musiał przerwać zabawę ze względu na obiad. Gdyby nie to, to pewnie jeszcze dłużej miałby taką radochę... Ciastolinę szczelnie zapakowałam w woreczek (taki do zamrażarki), by nie dostało się do niej powietrze, i za jakiś czas mam zamiar znów ją wyciągnąć do zabawy.

Najpierw powstała kuleczka, potem różne formy wycięte małymi foremkami...

...a gdy Gabiś już się rozkręcił na dobre, nawet cała rodzina krokodyli! :-)

Bardzo Wam polecam przygotowanie takiej ciastoliny, bo warto! :-)

poniedziałek, 29 października 2012

Wizyta w Kanadyjskim Muzeum Kolejnictwa Exporail

Gabiś ma 31 miesięcy

Pogoda zrobiła się już iście jesienna, w porywach nawet lekko zimowa (przymrozki! :-(), więc gdy tylko nadarzył nam się w miarę ładny dzień, postanowiliśmy wybrać się do muzem wręcz wymarzonego dla małych chłopców (i nie tylko!): do Kanadyjskiego Muzeum Kolejnictwa Exporail. Mama były nim równie oczarowana, bo część mojej rodziny pracowała kiedyś przy pociągach, jako motorniczy czy zawiadowca stacji, więc nie obyło się bez wspomnień... Tata za to, jako inżynier, bacznie przyglądał się techniczej stronie wystawy. Tak więc była to wycieczka w sam raz dla całej naszej małej rodziny...

A oto kilka migawek z tego dnia...

Najpierw oglądaliśmy eksponaty z różnych epok, zebrane w ogromnej hali...
 
...a były tam nie tylko pociągi, lecz również stare tramwaje. Tutaj Gabiś zwiedza z tatą.

Także wnętrza niektórych wagonów były otwarte dla zwiedzających.
 
Gabiś w funkcji motormiczego tramwaju...

...i bardzo z tego zadowolony! ;-)

Jedziemy tramwajem razem z mamą :-)
Jak z wiersza Brzechwy, więc stroi sobie na stacji lokomotywa,
wielka, ogromna i pot z niej spływa... no dobrze, tym razem obyło się bez potu. ;-)

Oczywiście w takim miejscu nie może zabraknąć tunelu dla najmłodszych...

...ani pociągów w wersji zabawkowej. ;-)

Do jednej lokomotywy można było wejść i zaglądnąć do pieca.

Uwaga! Wsiadać! Odjeżdżamy! :-)
Prosimy nie zapomnieć o bagażach!

Ten pociąg to kanadyjski majstersztyk: pociąg z turbiną odśnieżającą tory.
Ciekawscy, czyli my, mogli oglądnąć krótki filmik pokazujący jak to wyglądało na żywo.

W tej wielkiej hali nie mogło oczywiście zabraknąć mniejszej sali, w niej modeli pociągów przejeżdżających przez malownicze pejzaże.

Hala muzeum to tylko mała część całości, gdyż wiele innych ciekawych eksponatów znajduje się na zewnątrz.

Gabiś z tatą przyglądają się zamianie kierunku torów.

A co śmielści odwiedzający mieli okazję tej miłej pani pomóc tych zmian dokonać. ;-)

Ostatnim punktem naszej wycieczki była przejażdżka tramwaje AD 1959.

Mijaliśmy jeszcze kilka innych hal, do których mamy zamiar zajrzeć innym razem.

Pan motorniczy w orginalnym mundurze.
Po prawej stronie widać "Zakaz plucia", równie orginalny!

Aby nie było wątpliwości, na oknie nalepiono pełną informację o tymże zakazie, wraz z wysokością ewentualnej grzywny, oczywiście w obu językach Kanady. Prawdę mówiąc, nie mam nic przeciw ponownemu wprowadzeniu takiego zakazu, nie tylko w środkach transportu, ale i na ulicy. :-P
W sklepiku muzeum zakupiliśmy puzzle lokomotywy z dźwiękiem oraz małą lokomotywę, do kolekcji pojazdów mojego synka. Gabiś, jak zapewne większość chłopców w jego wieku, właśnie przechodzi fazę fascynacji pociągami. Jednak o dziwo, pomimo tego, że lubi kolorować, wydrukowanych przeze mniej lokomotyw nie chce tknąć. ;-) Chyba woli oglądać orginały... ;-)