"Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia." Janusz Korczak

"Nigdy nie pomagaj dziecku przy ćwiczeniu, jeśli czuje, że jest w stanie wykonać je samodzielnie" Maria Montessori

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. " Janusz Korczak



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

Ostatni dzień lata, czyli piątek 20 września - El último día de verano, es decir viernes el 20 de septiembre

Gabiś ma 3,5 roku
Magda ma 6 miesięcy bez 1 dnia

Przed wejściem na teren Ogrodu Botanicznego

Tegoroczne lato pożegnało się z nami przepiękną pogodą: 28°C i ani chmurki na błękitnym niebie.
Postanowiłam więc zabrać dzieci do Ogrodu Botanicznego na wystawę żywych rzeźb zrobionych z roślin, czyli Mosaicultures internationales. Są to prawdziwe perły sztuki ogrodniczej. Była to nasza druga wizyta na tej wystawie. Za pierwszym razem, równo miesiąc temu, zdołaliśmy obejrzeć raptem 1/3 wystawionych prac... ale i tym razem nie udało nam się zobaczyć całej reszty, tyle tego było! Gabiś był zachwycony, a i Magda sporo pooglądała z wysokości chusty, zanim sen ją nie zmorzył. Więcej informacji po polsku na temat tej wspaniałej wystawy znajdziecie na stronie Kroniki Montrealskiej. Jedynym bemolem na tej wystawie - i to w moim odczuciu sporym - były tabliczki informujące o zastosowaniu pestycydów. Jaka szkoda! 
Samochód ogrodników - El carro de los horticultores

El verano de este año se despidió de nosotros con un tiempo de maravilla: 28°C y ni una nube en el cielo cerúleo. Así que decidí llevar a los niños al Jardín Botánico a ver las esculturas vivas de plantas en la exposición Mosaicultures internationales. ¡Se trata de verdaderas obras de arte en jardinería ornamental! 



Salamandra - La salamandra
Fue nuestra segunda visita a esta exposición. La primera vez logramos ver una tercera parte de las obras, pero tampoco ésta vez logramos ver todas las demás, ¡ya que hubo muchas! Gabi se quedó encantado y también Magda vio bastante desde la altura de mi rebozo, antes de hecharse otra siestesita. Aquí pueden encontrar más información en español acerca de esta maravillosa exposición. La única cosa que no me gustó para nada en esta exposición fueron las tablillas informativas por el uso de las pesticidas. ¡Qué pena!

Rzeźba kanadyjska przedstawiająca
tańczącego białego niedźwiedzia, Nanuk.
Escultura canadiense que muestra
un oso polar que baila, Nanuk.
Opis tej rzeźby
La descripción de esa escultura


Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem pomysłowości autorów jak i samego wykonania tych żywych dzieł sztuki. Szkoda tylko, że nie było przedstawiciela Polski. Może w następnym wydaniu tej jedynej w swoim rodzaju wystawy?




Tengo que decir que me quedé impresionada por las ideas y el arte de hacer este tipo de esculturas. Encotramos también una de México, ¿les gusta? 

Ta część wystawy, którą zwiedziliśmy tym razem, jest usytuowana w części ogrodu warzywnego Ogrodu Botanicynego, tak więc Gabiś miał okazję podotykać i powąchać różne warzywa i zioła, szczególnie te, którach nie mamy w naszym ogródku. Nawet Magda podotykała zioła...
La parte de la exposición que vimos esta vez está situada en la huerta del Jardín Botánico, así que Gabi tuvo la ocasión de tocar y oler las diferentes verduras y hierbas, en especial las que no tenemos en nuestra huerta. Hasta Magda aprovechó para tocar las hierbas... 













Jednak największą frajdę miał ganiając za motylami, których było dość sporo. Jednego udało mi się uwiecznić.
Pero lo más chido para él fue correr detrás de las mariposas, ya que había muchas. Una de ellas logré inmortalizar.


sobota, 21 lipca 2012

Witaminki, witaminki...

Gabiś ma 28 miesięcy

...dla chłopczyka i dziewczynki.
Wszyscy mamy fajne minki,
bo zjadamy witaminki! :-)

Czy pamiętacie tą piosenkę? Jest ona ostatnio naszą ulubioną, a to za sprawą sezonu na jeżyny i maliny! Jeżyny sama zbierałam, ponieważ krzaki mieszczą się za warzywami, i dzieci szybko by te warzywa zadeptały. Jednak przy malinach dzieci mają spore pole do popisu! Moje przedszkolaki są zachwycone, gdy mówię: "Idziemy na maliny!" W tym roku nasze krzaki obrodziły nadzwyczajnie, więc frajdy przy zbieraniu jak i konsumowaniu jest co niemiara. 


Każdemu polecam posadzenie choćby jednego krzaka jerzyn czy malin w wysokiej donicy (powinna mieć conajmniej 50cm głębokości, do znalezienia w IKEA), nawet jeśli się ma do dyspozycji tylko balkon. Kilka lat temu właśnie tak zrobiłam, gdy mieszkałam w wynajętym mieszkaniu, i moje balkonowe maliny były równie piękne i soczyste. Jedynym warunkiem sine qua non jest duże nasłoneczniene, ponieważ im więcej słońca, tym więcej słodyczy w tych czerwonych pysznościach.


Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Jeżyny skończyły się dość szybko, ponieważ miałam tylko jeden krzak, chociaż już dość rozrośnięty, ale na szczęście zostało jeszcze sporo malin do zebrania... Czyli chyba już wiecie, co będziemy robić już w poniedziałkowe przedpołudnie? ;-)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Co jest najlepszą zabawką wszechczasów? Kijek! ;-)

Gabiś ma 25 miesięcy

Nie wierzycie? Gabiś na każdym spacerze zbiera kijki i kijaszki... a potem ląduje toto w naszym ogródku lub, jeśli mniejszych rozmiarów, w domowym koszyczku skrabów natury.


Podejrzewam, że nie tylko Gabiś ma takie upodobania, ale pewnie cała chmara innych dzieci również lubi bawić się kijkami. Wcale im się nie dziwię, bo taki kijek może być wszystkim: koniem, mieczem, różdżką czarownika, i wieloma innymi rzeczami, a nie tylko podpórką do pomidorów! ;-) Kilka lat temu kijek został nawet uznany przez amerykańskie Toy Hall of Fame za zabawkę wszechczasów! :-)

środa, 18 kwietnia 2012

Truskawkowa wieża z muzyką lat 80tych w tle

Gabiś ma 25 miesięcy

Jesienią kupiłam w moim ulubionym sklepie Dollarama za dolara czy góra dwa, nie pamiętam, książkę Jardiner avec les enfants autorstwa Kim Wilde, tak, tak, tej Kim Wilde, którą znamy z przebojów lat 80-tych! ;-) Bo kto nie zna "Kids in America"?


Nie wiedziałam, że Kim Wilde jest również bardzo dobrą ogrodniczką! W każdym razie wyżej wspomniana książka jest dla mnie cennym źródłem inspiracji na zaczynający się sezon ogrodniczy. Gabiś bardzo lubi różne projekty z naturą do pary, więc nie było trudno było go namówić na zrobienie wieży truskawkowej, czyli pierwszego naszego projektu zainspirowanego ową książką.

Co jest potrzebne do zbudowania wieży?
  • 3 spore doniczki plastikowe, które można włożyć jedna w drugą
  • kamienie dla dernażu jak i obciążenia doniczek, by nam się wieża nie chciała upodobnić do tej z Pisy ;-)
  • ziemia
  • ewentualnie rękawiczki ochronne dla małego pomocnika
  • no i oczywiście kilka sadzonek truskawek


W książce ten projekt jest polecany dla dzieci conajmniej sześcioletnich, które są w stanie wykonać go całkowicie samodzielnie. Jednak nawet młodszy smyk jak mój dwulatek może choć trochę pomóc! Gabiś przynosił więc sadzonki z ogródka na taras, na którym tworzyliśmy wieżę, jak również pomagał w kładzeniu kamyków a później sypaniu ziemi do doniczek. Szukając w naszym dość kamienistym ogródku odpowiednich kamyczków, natkęłam się na okaz prehistoryczny. Teraz będę bardziej uważała przy wyrzucaniu kamieni z ogródka, bo a nuż jest tych okazów więcej? Może i przy okazji znajdę obrączkę mojego męża, którą zgubił przy pierwszym przekopywaniu ziemi 3 lata temu? Hmmm, kto wie, co ten ogródek jeszcze w sobie chowa... ;-)

Ale wracając do naszego projektu, nadmienię, że sadzieniem truskawek jednak zajęłam się już sama, w obawie przed uszkodzeniem ich delikatnych korzonków.


Et voilà! Oto etap finałowy naszej wieży:


Teraz tylko będziemy podlewać roślinki (dzieci mają do dyspozycji butelki ze spryskiwaczem, by roślinki podlać, ale nie zalać) i cierpliwie czekać na pierwsze owoce... ;-)

PS: Mnóstwo wiosennych pomysłów znajdziecie na Festiwalu wiosennych inspiracji. Zaglądnijcie tam koniecznie!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Prehistoria w naszym ogródku?

Wczoraj sadziłam z Gabisiem truskawki (więcej o nich jutro), do których potrzebowałam trochę kamieni, aby zapewnić im odpowiedni drenaż oraz dodatkowo obciązyć dna doniczek. Nasz ogródek jest dość kamienisty, więc nie miałam problemu ze znalezienim odpowieniej ilości owych kamieni, jednak zdziwiłam się, gdy na jednym z nich znalazłam te oto skamieniałości:


Konia z rzędem temu, kto mi powie, co to jest?! Nie jestem paleontologiem (zawód ten napewno znają wszyscy miłośnicy Friends ;-)), ale na moje oko to jakieś prehistoryczne muszelki, prawda? Jestem pewna, że nie są to wgniecenia zrobione przez człowieka, to po prostu nie miałoby sensu... Hmmm, będę wdzięczna za wskazówki tych, którzy się na takich rzeczach znają... ;-)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Dwa najłatwiejsze z możliwych karmniki dla ptaków DIY

Kilka dni temu znalazłam na stronie Our Montessori story instrukcję zrobienia karmników z rolek po papierze toaletowym.
Elementy karmnika: rolki po papierze toaletowym, masło orzechowe, ziarna oraz pojemnik na te ziarna

Krok pierwszy: smarowanie rolki masłem orzechowym. Gabiś zaczął sam smarować, ale zaraz zawołał mnie do pomocy.
Dobrze obsmarowane rolki należy obtoczyć w ziarnach...
...aby wyglądały mniej więcej jak te.
A tak wyglądają karmniki na naszej choince przed domem. :-) Teraz czekamy na wróbelki i resztę...

Jako, że ziaren zostało nam jeszcze sporo, w weekend zrobiliśmy z Gabisiem "mrożone serduszka"...
Do muffinkowych foremek w kształcie serduszek włożyłam sznureczki, a Gabiś wypełnił je ziarnami...
...i zalał wodą. Foremka poszła na noc do zamrażalnika...
Oto mrożone serduszko od nas dla Was. :-)

środa, 1 lutego 2012

Z cyklu "Lepsze od telewizji": mini obserwatorium ornitologiczne za oknem

Gabiś ma 22 miesiące

Jedno z moich najmilszych zimowych wspomnień z dzieciństwa jest związane z obserwacją ptaków w karmniku na parapecie. Mogłam tak siedzieć z nosem wlepionym w szybę godzinami i obserwować, obserwować, obserwować... Gdy byłam już starsza, szukałam informacji na temat ptaków oraz innych zwierzaków w encyklopediach biblioteki publicznej i, nie doczekawszy się nigdy własnej encyklopedii, założyłam nawet autorską w cudem upolowanym wielkim, szarym zeszycie. To był początek lat 80.tych, więc do zeszytu wklejałam nawet marnej jakości, gazetowe, czarnobiałe zdjęcia zwierząt wszelkiego przekroju. Mam ten zeszyt zresztą do dziś dzień... ;-)

Ale wracając do ptaków - od ostatniego lata zawieszamy dla nich karmniki. Zauważyłam, że Gabisiowi również bardzo się podoba podglądanie tych pierzastych stworzeń i chętnie sam dokłada ziaren, czy wkłada blok tłuszczu z ziarnami do ich karmnika... Muszę dodać, że mój syn nie pogardzi też wiewiórkami, które tutaj, w Montrealu, są nader bezczelne i co chwila podkradają ptakom żarełko. Dodatkowo takie przyglądanie się naturze zza okna jest niewątpliwie najfajniejszym sposobem uspokojenia dzieci przed drzemką... Na Gabisia w trakcie akcji "buntu (prawie-) dwulatka" najlepiej działa: "O, zobacz, wiewiórka przyszła do nas na obiad!". Momentalnie przerywa akcję i wzrokiem szybko szuka puchatego stworzonka. Przyznaję, że czasami tej wiewiórki czy innej sikorki trochę nadużywam, i jak tylko mały spojrzy na okno, to muszę dodać, "o, już jej nie ma, a to szkoda!", by się nie zorientował, że nikogo tam nie było! Uważam, że takie małe kłamstewka nie są złe, a dodatkowo dobrze wpływają na poziom adrenaliny we krwi zdenerwowanej matki... ;-) Uspokajają tak dziecko, jak i ją... ;-)

Gabiś znalazł dzięcioła! ;-)
Aby dzieciom umilić obserwacje ornitologiczne, wydrukowałam karty ze zdjęciami sikorki czarnogłówki, dzięcioła, wróbla oraz... wiewiórki, czyli tych, które u nas najczęściej bywają, i przykleiłam je do framugi drzwi balkonowych. Teraz za każdym razem, gdy któreś z tych stworzeń zawita na naszym tarasie, dzieci całe podekscytowane wskazują na jego podobiznę na zdjęciu. ;-) No, i oczywiście od razu uczą się jego nazwy po polsku. ;-)


Dla zainteresowanych umieściłam poniżej link do pliku:

Ptaki i zwierzak w naszym ogródku

Czy Wy również macie karmniki? Jeśli tak, to polecam zrobienie podobnych kart! :-) Niedługo wstawię instruktaż robienia montessoriańskich kart, aby Wam ułatwić zadanie... ;-)

czwartek, 27 października 2011

Etykietki do doniczek z ziołami

Jakiś czas tem znalazłam na blogu Au fil des jours świetny pomysł na etykietki do ogródka warzywnego, a jako że chciałam posiać trochę ziół do doniczek (przy czym chłopcy z naszego Domowego Przedszkola czynnie brali udział), by zimą mieć na parapecie mały pachnący "lasek" (na zdjęciach widać, że lasek będzie raczej cherlawy, bo Gabiś kilkakrotnie musiał sprawdzać, czy aby w doniczkach naprawdę są jeszcze te zasiane ziarenka, czy być może nie wyparowały... ;-)) :-), postanowiłam zrobić własne etykietki. Zdjęcia pochodzą z clip art w Wordzie lub w niektórych przypadkach z francuskojęzycznych stron internetowych o zdrowiu. Ze względów edukacyjnych naszego Domowego Przedszkola, etykietki te są dwujęzyczne, czyli każde zioło jest opisane po polsku i po francusku. Muszę przyznać, że to moje pierwsze tego rodzaju pliki, którymi mogę się podzielić, z czego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że i Wam one się spodobają i przydadzą.
A teraz do dzieła! ;-) Do zrobienia etykietek potrzeba:
  • 12 wieczek z puszek lub słoiczkowych
  • tyleż patyków, np. bambusowych do szaszłyków
  • klej typu "mod podge"
  • pędzelek
  • klej na gorąco
  • pistolet do klejenia
  • sznurek jutowy lub kolorowe wstążeczki
  • oraz oczywiście szablony (poniżej)
Etykietki drukujemy, wycinamy, nakładamy po jednej na każde wieczko, a potem śmigamy po nich pędzelkiem z klejem "mod podge". Zostawiamy do wysuszenia, a następnie przyklejamy z drugiej strony wieczka za pomocą pistoletu z gorącym klejem bambusowy patyk. Na sam koniec upiększamy całość małą kokardką ze sznurka. I to wszystko! :-)

niedziela, 16 października 2011

Weekend kanadyjskiego święta dziękczynienia - El fin de semana de Acción de gracias canadiense

Gabiś ma 19 miesięcy

Właśnie mija pierwszy w tym roku prawdziwie jesienny, deszczowy weekend, więc z tym większą przyjemnością sięgam pamięcią do poprzedniego, jakże jeszcze letniego weekendu, z temepraturą sięgającą ponad 25 stopni C., który spędziliśmy z rodziną męża w Ottawie! Wprawdzie normalnie dwugodzinna podróż samochodem do Ottawy zajęła nam tym razem trzy godziny, z powodu przymusowego postoju na autostradzie celem wymiany kompletnie strzaskanej opony, i kosztowała o $$$ więcej, bo należało od razu owo piąte koło u wozu zamienić na nówkę, a w zasadzie parę nówek, by móc spokojnie powrócić do domu, to jednak reszta tego długiego weekendu przebiegła już bez nieprzyjemnych niespodzianek. W sobotę ucztowaliśmy rodzinnie, bo chociaż kanadyjskie święto dziękczynienia tradycyjnie czczone jest w drugi poniedziałek października, to każda rodzina sama wybiera dzieć świętowania. W niedzielę za to wybraliśmy się wszyscy razem do Kanadyjskiego Centrum Agrokultury. Ze wszystkich tam znajdujących się zwierząt Gabisiowi najbardziej spodobał się... traktor! :-) Nie było to dla nas zaskoczeniem jako, że Gabi od miesięcy reaguje na każdy przejeżdżający ulicą samochód trochę większych rozmiarów, ciężarówkę czy już w ogóle autobus jednym wielkim WOW!, przy czym przy tym ostatnim owo WOW! jest spotęgowane przynajmniej trzykrotnie!
A oto kilka migawek z tego słonecznego dnia:



sobota, 14 maja 2011

Kwiecień - Abril

Gabiś ma 13 miesięcy

...który tak szybko minął! W każdy weekend (i nie tylko) spędzaliśmy jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu, a oto nasze małe sprawozdanie.

...¡que se acabó tan rápidamente! Cada fin de semana (y no tan solo entonces) pasamos los máximo del tiempo al aire fresco. He aquí un un pequño reporte.

W wielkanocną niedzielę udaliśmy się do Ecomuseum, by pomiędzy wybiegami typowych dla Quebecku dzikich zwierząt upolować czekoladowe jajka czyli tak naprawdę wypatrzyć trzy klamerki do bielizny, za które Gabiś dostał czekoladowego zająca. Zoo aż się roiło od dzieci w różnym wieku, ponoć to normalne w ten dzień.

El sábado de Pascua nos fuimos al Ecomuseum para cazar chocolates, o sea en realidad espíar tres pinzas para la ropa por los cuales Gabi recibió un conejito de chocolate, entre los terrenos de los animales salvajes típicos de Quebec. El zoológico estuvo a tope de niños de todas las edades, lo que supestamente es típico prara ese día.





 








Lany poniedziałek nie był lany, ale i tak miło spędzony. Lothar niestety musiał pracować, więc sami się wybraliśmy z Gabikiem do centrum handlowego Angrignon, by tym razem pooglądać zwierzęta z zagrody. Gabiś był wniebowzięty!

El lunes de Pascua nos la pasamos bien, aunque Lothar tuvo que trabajar, pues Gabi y yo, nos fuimos al centro comercial Angrignon para ver esta vey algunos animales de granja. ¡A Gabi le encantaron!


Tydzień później wybraliśmy się na wycieczkę rowerowo-rolkową do parku Progów Rzecznych. Dzień był przepiękny na tego typu wypad, więc nie dziwiły nas tłumy na drogach rowerowych czy na mijanych łąkach i placah zabaw.

La semana siguiente nos fuimos de excursión en bici y pitines al parque de los rápidos. Hizo un día fenomenal así que no nos sorprendieron muchadumbres en los caminos para las bicicletas o en los prados u otras plazas para niños.



Miłych wycieczek Wam życzę!

¡Les deseo que tengan una bonitas excursiones!